niedziela, 18 grudnia 2016

O Fajce, Lwiej Górze i o Piecu


2016-12-18

Wczoraj w południe wróciłem ze szpitala, w którym lekarze naprawili moje prawe oczko.








Wieczorem  do mnie zadzwonił Krzysztof. Gawędziliśmy o tym i owym, a szczególnie o naszych planach włóczęgowskich na przyszły rok.  Ja, do końca tego roku, nie mogę brać udziału w żadnych wędrówkach, a Krzysztof przygotowywał się do odwiedzenia  ciekawych skałek  w Rudawach Janowickich. I ta rozmowa przypomniała mi o pewnych miejscach w tych górach, które w przeszłości poznałem.

____________________________________________________

2008-10-19


Tego dnia rano musiałem zaopiekować się pieskiem mojej córki. Tuż po dziewiątej  miałem
wolne, do wcześniej przygotowanego plecaka,  dołożyłem tylko jakiś napój oraz kanapki i pojechałem w stronę Rudaw Janowickich. Kwadrans po dziesiątej dojeżdżałem do pierwszych zabudowań Radomierza. Za Biuścikiem Bardotki widniał niebieskawy kontur Karkonoszy z ośnieżonym szczytem Śnieżki.





Po chwili opuściłem  ruchliwą trójkę i pustą lokalną szosą dojechałem do Janowic Wielkich


Jeszcze tylko dojazd wąską drogą do parkingu przy Leśnym Dworze, plecak na ramiona,


lustrzanka do ręki i żółtym szlakiem docieram do zadaszonego miejsca odpoczynkowego.




Do żółtego szlaku, z lewej od strony, dochodzi szlak zielony wiodący od ruin Bolczowa.


Miarowym krokiem idę pod górę utwardzoną, krętą leśną drogą i teraz zwracam uwagę


na zielone znaki szlaku.

Po prawej stronie drogi wesoło pluszcze Janówka,


a asfaltowa droga wiedzie pod górę wśród pięknie wybarwionego, jesiennego lasu.


Radosny plusk Janówki nieco spowolnił mój marsz. Janówka, to moja imienniczka.
Z drogi, po niewielkiej skarpie zszedłem do niej, otwartą dłonią zaczerpnąłem trochę czystej


 wody i posmakowałem ją. Była orzeźwiająca i miała aromat jesiennych liści.


Wkrótce Janówka pod mostkiem przeszła na lewą stronę drogi.


Na drzewie po prawej pojawił się znak rozwidlenia szlaku. Wszedłem na błotnista drogę


odchodzącą  w prawą stronę, którą szedłem niewielki odcinek, bo  po chwili znaki szlaku 


 zielonego skierowały mnie w  szeroką, miejscami kamienistą ścieżkę.


Las pachniał jesiennie, a ja zboczem Jańskiej Góry szedłem coraz wyżej i wyżej.


Gdy między drzewami pojawiły się prześwity, skończyła się wędrówka pod górę,


zielony szlak wszedł na leśną drogę, która zaczęła schodzić w dół.


Zielony szlak (Szlak Zamków Piastowskich) do tego miejsca był bezludny, ale gdy dotarłem do Rozdroża pod Jańską Górą, co kilka chwil pojawiali się jacyś wędrowcy. Byli to przeważnie ci,


którzy do tego miejsca, z parkingu na Przełęczy Karpnickiej, robili sobie małe spacery.

Na Rozdrożu pod Jańską Górą otworzył się widok na Karkonosze.


Wtedy do  mojej lustrzanki podpiąłem swój najnowszy nabytek - obiektyw typu tele - i zacząłem
namiętnie fotografować ośnieżoną Śnieżkę.


W Rudawach jesień, a na Śnieżce już zima. Wiatr, hulający często nad Śnieżką, przeganiał kłębiące się chmury, które na przemian, zasłaniały


i odsłaniały szczyt Królowej Sudetów.


  


Z Rozdroża pod Jańską Górą w dalszą drogę poszedłem szlakiem niebieskim


Po kilkunastu metrach, na pniu świerka, zobaczyłem czarny znak składający się z połączonych dwóch prostokątów - jeden krótki i drugi znacznie dłuższy. Znak ten upoważnia nas do chwilowego opuszczenia szlaku i oznajmia nam, że on nas zaprowadzi do interesującego obiektu.


Wyraźnie widoczną ścieżką wśród gęstych traw dotarłem do ciekawej skały, która ze względu na swój kształt, nazwana została Fajką. Fajkę, w miejscu nawianej przez wiatr gleby, zdobiła sosna.


Od podnóża Fajki, w prześwicie między drzewami, widniały zabudowania Strużnicy. Za Rudawami na horyzoncie  nieśmiało wyłaniał się Kowarski Grzbiet w Karkonoszach.


Znad Karkonoszy nadciągały chmury i na chwilę niebo pociemniało, ale ja słuchając wiatru, czułem że padać nie będzie.
Wszedłem ponownie na szlak niebieski.


Nagle, gdzieś za mną, zaszeleściły opadłe liście, odskoczyłem w bok  i po chwili wyprzedziła mnie


trójka rowerzystów.

Ponieważ tym szlakiem szedłem już trzeci raz, w tym miejscu na chwilę odszedłem w prawo.


Na wysuniętej skałce, jak na tarasie, swój sprzęt  rozłożył fotograf krajobrazów.
Co kilka chwil sprawdzał ustawienie aparatu i naciskał spust migawki.


Dłuższą chwilę gapiłem się na Strużnicę, jesienne lasy w Rudawach i ośnieżony


w kilku miejscach grzbiet Karkonoszy.

Ciemne chmury gdzieś wiatr przegonił i niebo nieco poweselało.




Gdy opuszczałem to miejsce, jesienne listowie  rozbłysło w nieśmiałych promykach słońca.


W lasach Rudaw Janowickich szlak jest dobrze oznaczony, gdy jesteśmy przy którymś znaku


w niewielkiej odległości widoczny jest następny znak szlaku.

Na zboczu  Lwiej Góry szlak zakręca w prawo.
Ja w tym miejscu legalnie zboczyłem  ze szlaku i poszedłem za znakami trójkąta,


które zaprowadziły mnie na szczyt góry, do Starościńskich Skał.


Na największej skale mieści się punkt widokowy otoczony barierką zabezpieczająca.

Układ głazów i kamieni przywodzi na myśl jakieś ogromne



ciasto nadziane bakaliami.

W oczy wpada widok stopni wykutych w skale.



Skąd one się wzięły?
Otóż Anna Maria, żona gubernatora Nadrenii księcia Wilhelma Pruskiego, właścicielka Karpnik w ramach sentymentalnego kształtowania krajobrazu w roku 1830 kazała tutaj urządzić trasę spacerową (ha... spacerową - sama była niesiona w lektyce). Z jej polecenia skały ozdobione dwoma posągami żeliwnych lwów. Wówczas skały te nazywano Skałami Marianny, a ozdoby Lwami Falkensteinów.
Wszedłem na szczyt skały i rozejrzałem się.
Od strony wejścia widok był ograniczony przez drzewa w jesiennej szacie. Z lewej wyłoniły się:
Wołek, Dzicza Góra i Bielec.


Za Rudawami na horyzoncie kłębiły się chmury, które momentami przysłaniały grzbiet


Karkonoszy.

Biuścik Bardotki nie daje o sobie zapomnieć


A z północnej strony niebieskawą barwą kusiły ukochane przez Krzysztofa


Góry Kaczawskie.
Tylko żeliwnych lwów nie ma - zostały skradzione.

Wracam na szlak i jesiennym lasem schodzę ze stoków Lwiej Góry.

  

Gdy szlak, prowadzący stromą ścieżką, wyszedł na wyasfaltowaną drogę, zejście złagodniało.




Po drodze były Skalne Bramy, ale me roztargnienie sprawiło, że zdjęcia które im wykonałem zniknęły z mojego sprzętu.

Gdy doszedłem do Pieca postanowiłem zrobić sobie małą przerwę




Zacząłem wdrapywać się na jego grzbiet.


Oooo... tutaj mogę sobie posiedzieć.


Pięknie tu.


Na jesienne drzewa mogłem popatrzeć z wysoka.


Po zejściu z Pieca niebieskim szlakiem dotarłem do szlaku żółtego, który wzdłuż Janówki


poprowadził mnie w drogę powrotną.


Zatrzymałem się przy jednej ze skał Krowiarek i podziwiałem drzewa wyrastające z jej załomów.
Gdy robiłem im zdjęcie, wyprzedziła mnie bardzo sympatyczna młoda para, którą uprzednio


poznałem na Piecu.

Po jakimś czasie żółty szlak dołączył do szlaku zielonego i połączone znaki


doprowadziły mnie do punku wypoczynkowego, obok którego uprzednio przechodziłem.


Gdy minąłem Janowice Wielkie, jeszcze raz spojrzałem na Biuścik Bardotki, za którym zaczęło


zachodzić słoneczko.

Nieco szerszy widok możesz zobaczyć tutaj



*  *  *  * 


3 komentarze:

  1. Po wczorajszym dniu parę miejsc poznaję.
    Janku, miałem ładną pogodę, nam mgła i śnieg odebrał dalekie widoki, ale mimo tego bardzo mi się spodobały te góry po kilkuletniej nieobecności. Będę częściej przyjeżdżać w Rudawy; nabieram chęci poznanie tych gór tak, jak poznałem Góry Kaczawskie, chociaż oczywiście nie zapomnę o nich i będę je odwiedzać.
    Zaciekawiła mnie Twoja informacja o znakach pokazujących ładne miejsca z boku szlaku; trzeba mi będzie pilniej baczyć na ścieżki odchodzące od szlaku.
    Najbliższy wyjazd z Tobą w Rudawy za niecałe trzy tygodnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, Krzysztof. Siedzę nad mapą i przeglądam trasy. Czekam na Twój opis, prześledzę Waszą drogę i poszukam nowych atrakcji.

      Usuń
    2. Janku, piszę po trochu. Wiesz, od wczoraj jestem w domu i zajęcia domowe mają pierwszeństwo. Myślę, że w święta tekst zamieszczę.

      Usuń