sobota, 10 grudnia 2016

Budujemy szklane domy - spotkanie po latach


    Białoczerwone szlabany sterczały niby maszty -  po chwili  drgnęły, i jakby w ukłonie, zaczęły powoli opadać, Temu ruchowi towarzyszył powtarzający się, rytmiczny dźwięk dzwonków.
Na małą stacyjkę w Prochowicach, buchając kłębami czarnego dymu i białej pary, wtacza się sapiący parowóz, a tuż za nim podąża kilka śmiesznych domków na kółkach.
- To jest kolej - powiedział mój tata, który wtedy mnie sześcioletniego chłopca, zabrał na pierwszą w moim życiu podróż pociągiem.
Wtedy, na mnie zrobiły wrażenie, krótkie słowa wypowiedziane stanowczym głosem
- Proooszę wsiadać - drzwi zamykać - odjaaazd! 
Uniesioną w górę, ręką konduktora żółtą chorągiewkę, gwizd parowozu, syk pary, zapach dymu i późniejszy rytmiczny stukot kół, kołysanie się wagonu, drewniane ławki i specyficzny zapach pokrywającego je lakieru - pamiętam jeszcze dziś.
    Te zdarzenia, towarzyszące mojej pierwszej w życiu podróży pociągiem - to było właśnie To.
Wtedy zapragnąłem zostać kolejarzem.
I  to nie była dziecinna zachcianka.
Gdy później w Elementarzu Falskiego czytałem:
To kolej. To stacja tej kolei. - miałem we wspomnieniach moją pierwszą podróż pociągiem.
Kolej trwała gdzieś w moim wnętrzu.
    I dlatego, po skończeniu szkoły podstawowej, zostałem uczniem Technikum Kolejowego we Wrocławiu.  Podobało mi się tam. Już od pierwszego roku nauki, wpajano nam zasady zawodu kolejarza: współpracę i odpowiedzialność za swoje decyzje, uczono prostych, ale treściwych i wyrazistych sygnałów. Po otrzymaniu mundurów, nauczycieli pozdrawialiśmy jak w wojsku, uderzeniem dwoma palcami w daszek czapki. Uczono nas szacunku do zawodu i munduru, który musiał być czysty i kompletny. W czasie zajęć praktycznych na terenach kolejowych rozluźnienie nie mogło mieć miejsca. Wykładowcy byli rzetelni, a my uczniowie, wierzyliśmy im bezgranicznie.
    Niedługo po rozpoczęciu trzeciego roku szkolnego, lekarz neurolog stwierdził: - nie mogę zostać kolejarzem.
Mój pobyt w Klinice Neurologicznej we Wrocławiu trochę się przedłużył,



a po nim  "wróciłem do cywila".
Ponieważ chciałem się wyuczyć jakiegoś zawodu, po dwuletniej szkole rolniczej zdałem egzamin do Technikum Ekonomicznego w Legnicy, w którym utworzono nową specjalizację.

Nowy kierunek szkolenia, który miał pionierski charakter, po trzech latach nauki uprawniał do możliwości zdawania matury i otrzymania Świadectwa Dojrzałości.
Ja, już wtedy "stary koń", podchodziłem do tego egzaminu.



Wtedy miałem 22 lata i byłem najstarszym uczniem w naszej klasie.




    Za nami zamknęły się jedne drzwi. Drzwi świata fartuszków z białymi kołnierzykami
i szkolnymi tarczami przyfastrygowanymi do rękawa, przypinanymi doń szpilką lub posiadającymi zatrzaski. Później fartuszki w Ekonomie ustąpiły na rzecz jednolitych wdzianek dla całej klasy. Każda klasa posiadała odmienne stroje.
My chłopcy, mniejszość w Ekonomie, na wspólnej lekcji u Jula musieliśmy mieć obowiązkowo:
- białe, czyste koszulki,
- jednolite niebieskie spodenki gimnastyczne, koniecznie wyprasowane w kant.
I jego zdaniem, nie było żadnego usprawiedliwienia w tym temacie.
    Pamiętam jeszcze:
ostatnie  pożegnalne spotkanie w Śródmiejskiej w Legnicy z naszą "Kaczuszką",
ostatnie uśmiechy, a gdy otworzyły się przed nami nowe drzwi, pofrunęliśmy przez nie
w "szeroki świat".
__________________________________


Minęło 48 lat - prawie pół wieku. 

    Żywiej zabiło mi serducho, gdy zobaczyłem ten napis na moim Ekonomie. Chyba wezmę udział w  tych uroczystościach. Nieco wcześniej, dawna klasowa koleżanka, w internecie wygrzebała mój profil i gorąco mnie do tej czynności zaczęła namawiać. Wtedy z zakamarków mojej pamięci zacząłem wywoływać tych, którzy w ekonomie starali się, nas niepokornych wykierować na ludzi.
Moje szperanie udało się po części, a zapamiętałem:

- Dyro - który często nam cytował wiersz:
               (...)Człek się waha, jak haft pisać,
               jak choinkę, jak harcerza.
               Hardy rycerz się spod hełmu
               z chichotaniem złym wyszczerza.
               Wciąż się kłócą chan i hajduk,
               chór i hasło, chów i heca.(...)

- Perykles vel Romulus - który urządzał niespodziewane kartkówki z zaskakującymi pytaniami:
                                           - dlaczego Perykles publicznie chodził w hełmie na głowie,
                                           - który nasz król często polował na bażanty,
                                           - który nasz król spadł z konia i skaleczył swoje usta,
                                           - jak miała na imię babcia Zygmunta III Wazy,
                                           - grody i...,

- Słoneczko -  który zawsze miał uśmiech na swej okrąglutkiej twarzy,

- Kaczuszka - żona Słoneczka, która chodziła kiwając się lekko na boki,

- Kropeczka - która, krnąbrnym uczniom wstawiała kropki do dziennika, a u której uśmiech
                        wywoływał dołki na jej policzkach,

- Baletnica - mąż Kropeczki, który chodząc po klasie wykonywał zwroty na jednej nodze,
  
- Plastuś  -  który, gdy rozbił probówkę, zaczerwienił się po czubek swoich niemałych uszu,

- Julo -  który, nas chłopców, po sali gimnastycznej potrafił przegonić do siódmych potów,
  
- Lodzia vel Katedra -  która, to samo czyniła z dziewczętami,

- Matusia -   która, próbowała nas nauczyć różnic pomiędzy równaniem a nierównością,
  
- Bilans -  który, przy sprawdzaniu naszych prac domowych, często mawiał:
                - to jest siano, a nie zeszyt do rachunkowości,

- Fakturka -  który, po wejściu do klasy, swoje notatki rzucał z trzaskiem na katedrę,
 
Więcej moich grzechów nie pamiętam, a gdy sobie któryś z nich przypomnę,
to zaraz się uśmiechnę do moich wspomnień.

Myślałem, że zwołam kilka osób z naszego rocznika, ale spotkałem się tylko z ich wzruszeniem ramionami i dałem za wygraną.

W piątek, 21 października  2016 r. w sali gimnastycznej Ekonoma odbył się koncert

PAMIĘTAMY





Uczczono pamięć tych wszystkich, którzy już odeszli...

_________________________________________________________   

2016-10-22 sobota

Spotkaliśmy się tylko we trójkę: ja, Jan z Dolnego Śląska, Ala z Górnego Śląska i Gienia z Mazowsza
    Przed uroczystością w Katedrze Legnickiej, ksiądz biskup przechadzał się z mikrofonem po świątyni. W pewnym momencie, gdy zatrzymał się nieopodal nas, powiedział
- Jest takie greckie wyrażenie: oikonomos,  co ono może oznaczać?
- Prawo domu - półgłosem odpowiedziałem, i - miło go tym zaskoczyłem.
- Prawo domu - musiałem głośniej powtórzyć do mikrofonu.
Oczywiście prawo domu jest skrótem myślowym. Polskie wyrażenie ekonomia wywodzi się od greckiego oikonomos, gdzie oikos znaczy gospodarstwo domowe, a nomo oznacza prawo.
Więc wychodzi: Prawo gospodarstwa domowego. Moi dawni nauczyciele osiągnęli swój cel.





Stoimy od lewej: Dolny Śląsk, Górny Śląsk i Mazowsze.
Jeżeli ktoś będzie mieć trudności w rozpoznaniu nas na zdjęciu klasowym, to podpowiadam:

19 - Dolny Śląsk,
25 - Górny Śląsk,
38 - Mazowsze

Po wyjściu z katedry przechodziliśmy przez szpaler utworzony przez wspaniała młodzież.








Dziewczyny uważajcie, w tym miejscu kiedyś biegły tory tramwajowe.



Ten urwis z tornistrem na plecach chyba jest na wagarach.

Hej, dziewczyny! W tym budynku ozdobionym freskami przed laty nocował Napoleon.


Jest to  Dom Pod Przepiórczym Koszem. Pamiętacie może Panią Walewską?

Gienia przed Akademia Rycerską spotyka jakąś swoją znajomą.




Wkrótce spacerowym krokiem docieramy do Sali Królewskiej w Akademii Rycerskiej w Legnicy.




A w niej rozdzieliliśmy się.
Ala usiadła w centrum sali,




dla Gieni wyznaczono miejsce w sektorze dla VIPów,





a ja miałem do dyspozycji każdy zakątek tego pięknego pomieszczenia.

Może przypadkiem znajdę jeszcze kogoś, z mojej klasy, kto się gdzieś w tłumie zawieruszył?
Spotkałem osoby, z którymi kiedyś pracowałem i które również ukończyły Ekonoma,
a ja wcześniej o tym nie wiedziałem.




Kiedyś byłem szefem tej pani w czerwonej bluzeczce.  Ten pan, w krawacie bordo, był prawnikiem w LSM, a ten siwy gołąbek, w tym samym czasie, był członkiem  Rady Nadzorczej w owej spółdzielni. I te jasnowłose niewiasty gdzieś kiedyś spotkałem, Tylko gdzie i kiedy?
Tak się złożyło, że pani w apaszce, później na balu, siedziała przy tym samym stoliku, co ja. Przypomniała mi wtedy, że mijaliśmy się, gdy ja chodziłem do pracy w LSM.

*   *  *  *
 
A tę panią, w jasnym kapelusiku, gdzieś widziałem - tylko gdzie?


Dręczyła mnie jedna myśl - skąd ja tę osobę znam?
Później, po uroczystości, gdy usłyszałem jej głos plasnąłem swoją dłonią w moje czoło i...
prawie krzyknąłem - o rrraaaany.
Przecież to Matusia,  czyli  - Matuszewska, która w Ekonomie uczyła mnie algebry i trygonometrii. A ja z tych przedmiotów miałem na świadectwie: bardzo dobry.
Mówię prawdę, do matury z matmy podchodziłem lekkim krokiem.
Mało tego, na zdjęciu klasowym zostałem uwieczniony niedaleko poz. 15, czyli Matusi.
Dlaczego nie mogłem jej rozpoznać???
Oj, - upływ czasu i nakrycie głowy potrafią zmienić twarz człowieka, oj, oj!

*  *  *  *

Siedmiu wspaniałych - taki był kiedyś kultowy western.
Siedem czerwonych róż....
Siedem dziewcząt z Albatrosa...



Siedem pięknych dziewcząt, siedem wspaniałych dziesięcioleci mojej budy i siedem dziesiątek wiosen mojego życia.
Czy może być coś piękniejszego???
Chyba nie...

__________________________________________________



Weszły poczty sztandarowe i rozpoczęły się jubileuszowe uroczystości.









Za moich średnioszkolnych czasów na nauczycieli wołało się: Panie psorze...
Psorka od polaja i wuefista prowadzili konferansjerkę i - moim skromnym zdaniem:
To byli właściwi ludzie na właściwym stanowisku.


Nauczycielom chwała!!!

Zabrzmiała piosenka Beaty Rybotyckiej:

A gdy wreszcie mieć będziemy własny dom
Najpiękniejszy ze wszystkich nam znanych
Posadzimy drzewa blisko gdzieś
By się dzieci mogły pod nim bawić
Mocne ściany pewnie nas osłonią
Od złych wiatrów, dach od niepogody
Ciepły i bezpieczny ten-nasz dom
Mocno w naszej wyobraźni stoi










Budujemy szklane domy
Jasny świat
Zamki z piasku
Na rozległej życia plaży
Pracowici aż do bólu warg
Wymyślamy urojone kolumnady
A w weneckich oknach księżyc śpi
Najprawdziwszy, chociaż wymyślony
My uparcie budujemy z tafli snu
Szklane domy


 
Już niedługo mieć będziemy własny dom
Krzepko osiadł już fundament naszej wiary
I na placu gdzie niebawem będzie stał
Pracowici kręcą się murarze
Co zbudują nam wygodny własny kąt
Cierpliwości on na pewno będzie dla nas
Nie rozdzieli lecz ochroni nas
Tego domu, co powstaje, mocna ściana


Budujemy szklane domy
Jasny świat(...)


- To jest nieoficjalny hymn Zespołu Szkół Ekonomicznych im. Stefana Żeromskiego w Legnicy - ktoś powiedział.
Zaszkliły się wtedy moje oczy...

Wszystkich obecnych i nieobecnych przywitała Pani Dyrektor Ekonoma Małgorzata Boczoń.


Powitano również tych, którzy kiedyś kierowali Ekonomem



Fotografowie dużo biegali...



Były brawa na stojąco



Uroczystość była wspaniała, wystąpili również absolwenci Ekonoma, którzy zostali znanymi osobami jak:

- Mariusz Szczygieł - literat



i moja  koleżanka z klasy
Genowefa Wiśniowska - Wicemarszałek Sejmu IV i V kadencji.








Każda chwila była wspaniała...


A tej osobie nie miałbym odwagi zaśpiewać Sto lat...



Pani Bożena Klass, która kiedyś uczyła w Ekonomie, zaskoczyła wszystkich obecnych.
Zaskoczyła swoim wiekiem (prawie 100 lat), swoją żywotnością i niesamowitym poczuciem humoru.
- Jestem po pięćdziesiątce - odpowiada pytana o jej wiek.
  
Ej, ej, uważajcie, za dużo sobie pozwalacie...




Pani Dyrektor patrzy...

Były miłe spotkania w kuluarach



__________________________________

W Sali Maneżowej Akademii Rycerskiej odbył się koncert



W wiekowej ławce szkolnej, ledwo się mieszcząc, zasiedli absolwenci Ekonoma:











- Jacek Grondowy - obecnie aktor teatru im. Cypriana Camila Norwida w Jelenie Górze, oraz
- Ewa Pietrakowska - obecnie Dyrektor Biura Prezydenta Miasta Legnica.













_________________________________

A następnie poszliśmy w kierunku naszego Ekonoma.
Gdy zacząłem robić serię zdjęć, dziewczyny zapytały.
- Co tam na górze szukasz? Nas tam nie ma.
- Nie martwcie się, ja Was znajdę.




- Oooo, znalazłem Was!
- I wiem co robię. Gdy ja coś zacznę, to chcę tę rzecz skończyć.

- Nie chowaj się, nie chowaj!




- Widzę Ciebie.


- Obie widzę, i to obok Chłopca z łabędziem.

Jeden wyrzeźbił chłopca z łabędziem


a drugi powiedział, tak robić nie będziem.

- Dziewczyny poczekajcie!



- Za małą chwilkę do Was dołączę.




- No..., już jesteśmy razem.

W Ekonomie zajrzeliśmy do naszej klasy, w której wiele się zmieniło, ale dawne nawyki pozostały. Należy koleżankę wspomóc w potrzebie i dać jakąś podpowiedź. A sobie zadałem pytanie...


Jaki świat widzieliśmy wtedy? Co zostało z naszych marzeń? Ile rzeczy po drodze się zmieniło?
Jakie przeżycia mieliśmy w tym okresie?

Z ociąganiem się wyszliśmy z Ekonoma, moje koleżanki poprowadziłem ulicą wiodącą skrajem parku obok Wenecji.  Później, gdy patrzyłem na ten obrazek, jeszcze raz wspomniałem nasze
szkolne czasy.



Ala kiedyś do mnie powiedziała
- Jasiu, zamknij oczy.
- Dlaczego - zapytałem.
- Chcę spojrzeć na twe rzęsy.
Gienia miała uśmiech mony Lizy i głos aktorki Szykulskiej.
Ja je tak zapamiętałem.



Wenecja jest piękna prawda? Można przypomnieć sobie dawne szkolne czasy.




Cieszyć się wolnością...

A wieczorem pójdziemy na bal...



______________________________________________________


2016-10-23 niedziela

Moje koleżanki, przed ich odjazdem, zaprowadziłem na mały spacerek do parku.
Na moście przywitał nas kotek, który...










niespodziewanie się pojawił i niespodziewanie odszedł.

Później było poszukiwanie kasztanów...








i pamiątkowe zdjęcie...


Słońce wyjrzało zza chmur i barwy tęczy pojawiły się na jednej z fontann na Wenecji.
- Tęcza to znak nadziei - tak mawiała moja mama.
Więc zróbmy jeszcze jedno pamiątkowe zdjęcie z Legnicy


Później uściskałem moje szkolne koleżanki i pożegnałem je słowami:
- Miejmy nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy - i mimochodem dodałem:
- Kto stracił pieniądze, ten stracił wiele,
- Kto stracił zdrowie, ten stracił dużo,
- Kto stracił nadzieję, ten stracił wszystko..., ale ja nie tracę nadziei.



Poszedłem na przystanek miejskiego autobusu. Był piękny jesienny dzień, jeszcze tylko zima,
a po niej nastanie wiosna, będą matury i nowi absolwenci pofruną w świat.

(...)Budujemy szklane domy
Jasny świat(...)


*  *  *  *

4 komentarze:

  1. Janku, wcześniej nie mogłem otworzyć tego tekstu.
    Cóż mi powiedzieć… Ładnie opisałeś i ładnie udokumentowałeś zdjęciami ten wyjątkowy dzień, ale przecież to, co naprawdę ważne w spotkaniach i przeżyciach tego dnia, wymyka się opisom.
    Czytając, pomyślałem, że tak naprawdę piszesz o czasie.
    Parowozy miały czar, którego nie mają elektryczne współczesne maszyny. Lubiłem oglądać je, gdy stały pod parą na peronie (tak się przecież mówiło na gotowe do jazdy maszyny, prawda?). Ja też pamiętam i wspominam dawne podróże pociągami. Pamiętam jeszcze wagony z przedziałami, do których wchodziło się bezpośrednio z dworu, pamiętam parciane pasy z otworami do regulacji otworzenia okna i twarde, niewygodne ławki też pamiętam.
    Dziadek ze strony ojca był kolejarzem. Mało go pamiętam, ale zapamiętałem jego sobotni rytuał czyszczenia czarnego, galowego munduru kolejarza, pamiętam świecące guziki i elegancką postać dziadka, gdy założył mundur. Ojciec był kolejarzem, jeździł parowozami. Kiedyś ludzie cenili sobie pracę na kolei, bo dobry to był pracodawca. Kiedyś ludzie wiedzieli, co to jest etos pracy, teraz już nie wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztof, ja ten temat zamieściłem w czwartek rano. W sobotę, był on jeszcze niekompletny, lecz uciekł mi spod kontroli i na chwilkę pojawił się na blogu, ale zachował sobotnią datę. Parowozy pod parą, nawet gdy nie były w ruchu, sprawiały wrażenie żywej istoty. Wewnątrz coś tam bulgotało, klekotało, stękało i syczało. Ja te odgłosy uwielbiałem, wtedy wydawało mi się, że parowozy mają duszę.

      Usuń
    2. Oglądałem wielkie koła parowozu, potężne korbowody łączące te koła z silnikiem, metalowe pokrętła jak kierownice widziane w kabinie przez otwarte drzwi, czerwone tabliczki. Często elementy napędu miały czerwony kolor, błyszczał i wyróżniał się na czarnym tle. Kiedyś widziałem pomocnika maszynisty, jak coś tam oliwił oliwiarką. A te sapiące, wysilone odgłosy ruszającego parowozu! Albo hipnotyczny, złożony ruch dużego mechanizmu napędowego i lustrzane ruchy mechanizmu rozrządu pary! Pamiętasz na pewno, jak ładnie one chodziły, zawsze w odwrotnym kierunku. Na ich pracę można było patrzeć jak na fale morza: niby takie same, a przecież nie nudzą.

      Usuń
  2. Mam to szczęście, że co 5 lat moja studencka grupa organizuje nasze spotkania, w pięknych miejscach, trzydniowe. Ileż wtedy wspomnień, radości, śmiechu, zadumy ... bo co roku jest nas mniej. Bo ja też rocznik 46 !!! To dobry rocznik jest.

    OdpowiedzUsuń