Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje slajdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje slajdy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2024

Płyną obłoki

 2024-04-27


Długo przymierzałem się do wykonania filmu  na podstawie zdjęć poklatkowych.

Pokusiłem się wykonania zdjęć płynących chmur i przyspieszenia ich ruchu. 

Gdy patrzymy na otoczenie, zda się nam, że nie widzimy żadnych zmian. Lecz przyspieszmy czas i wtedy nastąpi metamorfoza rzeczywistości, gdy włączymy podgląd pełnego ekranu.




Niestety, blog nie umie przyjąć filmu w dobrej jakości (on nie potrafi sobie poradzić z wysoką rozdzielczością). Dlatego obraz jest kiepski. Ale Facebook nie ma takich oporów i jakość tej kompozycji jest trzy nieba lepsza. można sprawdzić na moim profilu 


Podobało się?


*  *  *  *




poniedziałek, 25 maja 2015

Moje slajdy


Nie wiem,  co sprawia, że niektóre napotkane osoby oraz pewne zdarzenia,
w których braliśmy udział, dłużej pozostają w naszej pamięci.
Ba, nie tylko pozostają, one mogą być przyczynkiem do naszych dalszych działań.  

Wydarzyło się to wiele lat temu pod koniec sierpnia.
Szedłem do Urzędu Skarbowego ulicą "Panieńską" w Legnicy i zaciekawiła mnie grupka trzech ulicznych grajków. Byli to autentyczni ciemnoskórzy Peruwiańczycy odziani w oryginalne, egzotyczne stroje. Jeden z nich wygrywał tęskne melodie na Fletni Pana. Stanąłem i słuchałem, a on mi się przyglądał, może dlatego, że byłem opalony, z burzą (już wtedy) siwych włosów. Słuchałem, on grał, a ja miałem wówczas wrażenie, że gra tylko dla mnie. Kupiłem u niego jedną płytę, (nie miałem przy sobie więcej moniaków) i odszedłem.  Obejrzałem się jeszcze, Peruwiańczyk spojrzał na mnie i zaczął grać ponownie.

Po jakimś czasie straciłem pracę i wtedy dopadła mnie depresja. We mnie trwał bezwład i nic mnie nie cieszyło. Byłem w domu, chciałem iść na działkę, byłem na działce, chciałem wracać do domu. Beznadzieja. Lekarz skierował mnie na terapię. Pani psycholog, gdy dowiedziała się o moich zainteresowaniach fotografią zaleciła mi ich uporządkowanie. Jakoś tak bez przekonania zacząłem przeglądać zakamarki twardego dysku mojego komputera. Bezwiednie otwierałem i zamykałem zdjęcia. Już miałem zamiar wyłączyć komputer, gdy dłużej  zatrzymałem się przy widoku słońca wynurzającego się z mgły. Wtedy sięgnąłem po płytę kupioną u Peruwianczyka. Popłynęły melodie, a na ekranie przewijały się dawno zapomniane obrazki, powoli odżywały wspomnienia.

Grupowałem zdjęcia w zestawy, które wyszły gdzieś tam z mego wnętrza, sam nie wiem skąd. To była moja wyobraźnia, sam nie wiem, czym powodowana. Powstały dwie kolekcje bez konkretnych tytułów

Do pierwszego zestawu podłożyłem melodię: Don't cry for me Argentina.





Drugi zestaw oparłem o melodię: Time to say goodbye


 
Bardzo miła osoba prowadząca terapię zajęciową po obejrzeniu tych pokazów powiedziała mi, że w nich jest jakieś przesłanie. Następnie przekazała mi na płycie melodię i na jej podstawie powstał trzeci zestaw.



Gdy padł użytkowany przez kilkanaście lat mój komputer, przekopałem moje płyty i odnalazłem na nich swoje "dzieła". Obecnie w tych zestawach nic już zmienić nie mogę, a szkoda.
Jakość tych filmików nie jest najlepsza, ponieważ ich dawną formułę program ładujący je na blogera przekonwertował ich obraz w jakiś swój sposób.
Trudno, gdy nie mam tego, co lubię, to muszę polubić to, co mam.

*    *    *    *