niedziela, 21 października 2018

Cztery szlaki w Karkonoszach

2018-10-07

      "W szacie o barwie szafranu spłynęła Eos na ziemię (…)."



"W szacie złocistej jak szafran Jutrzenka z fal Okeana wzeszła,



Blask niosąc promienny dla nieśmiertelnych i ludzi (…)."

_____________________________

Na szlaku zielonym

      Szafranowy świt mnie i Krzyśka przywitał na Drodze Bronka Czecha w Karkonoszach. Drogą, na której wytyczono szlak zielony, prowadziłem Krzyśka na spotkanie dnia. Dzisiaj ja przewodziłem naszej wędrówce, która przez nas obu była wyczekiwana z niecierpliwością. Krzysiek uwierzył mi na słowo, że ten dzień będzie dniem udanym.
A przyznać muszę, że miałem lekką tremę. Z Krzyśkiem nie widziałem się od kwietnia, kiedy to jego lunapark wyjechał z Legnicy. Ale gdy go obejmowałem przy powitaniu, miałem wrażenie, że nasze rozstanie było krótkie. Wydawało mi się, ze to było wczoraj...

      Obaj chcieliśmy odwiedzić Karkonosze i obaj  tę część Sudetów odwiedziliśmy ponad osiem lat temu, a wtedy jeszcze nie znaliśmy się. W swoim poprzednim wpisie nie ukrywałem, że tę wędrówkę chciałem wykonać z Krzyśkiem. Przed laty straciłem część wiary w drugiego człowieka i wtedy zaprzestałem szwendania się po górach.

      Pewnego razu, gdy w internecie szukałem wiadomości o Górach Kaczawskich, wyszukiwarka wyłowiła mi blog Krzyśka.  Przeczytałem kilka tematów i zaintrygowany jego wpisami, zagłębiałem się w nich coraz bardziej. Później zawarłem znajomość z Krzyśkiem i teraz idę z nim w poszukiwaniu samego siebie i odnajdywaniu mojej cząstki, która zawieruszyła się mi gdzieś po drodze życia...


       Urozmaiceniem monotonnego szlaku zielonego jest platforma widokowa, z której można zajrzeć w głąb jaru strumienia Pląsawy. Widok doliny spowodował szybsze bicie naszych serc...


Do miejsca, gdzie staliśmy docierało już słońce, ale dno jaru tonęło w głębokim cieniu. Jakieś światło dociera tam chyba w południe letnia porą.

"Blask niosąc promienny dla nieśmiertelnych i ludzi (…)."




Słońce harcowało wśród drzew, a my na wyścigi czyniliśmy użytek z naszego sprzętu.













_____________________


Z żalem opuściłem platformę widokową, jeszcze raz spojrzałem na nią i na Krzyśka...




"W szacie o barwie szafranu spłynęła Eos na ziemię (…)."
     Gdy te słowa poety sprzed wieków wpiszemy do przeglądarki, współczesne urządzenie pokaże nam teksty pisane przez Krzyśka zarówno na jego blogu, jak i na łamach internetowego miesięcznika Na Szlaku

Droga Bronka Czecha pięła się pod górę w gęstwinie świerkowego lasu.



Szliśmy nią niespiesznie. Nasze dreptania przerywane były krótkimi przystankami, na których wymienialiśmy między sobą poglądy na różne tematy.

Zielony szlak doprowadził nas do Polany.


W tym miejscu w XVII wieku istniała osada kurzacka, której mieszkańcy pracowali przy wypalaniu węgla drzewnego.

Głęboki cień rozświetlały jaśniejsze plamy jesiennego,


nisko stojącego o tej porze dania słońca.

_____________________

Na szlaku niebieskim

Od Polany poprowadziłem Krzyśka drogą dojazdową na Snieżkę, ale za wzniesieniem



zboczyłem z niej i przez Kozi Mostek zawiodłem Krzyśka w las...


… który jeszcze różowił się od porannego słońca.

Kamienista droga doprowadziła nas do Domku Myśliwskiego, który obecnie jest jednym


z obiektów Karkonoskiego Parku Narodowego. W necie wyczytałem, że spełnia on rolę


ośrodka krzewienia wiedzy przyrodniczej o Karkonoszach.




Jego oferta edukacyjna skierowana jest do grup zorganizowanych, a w szczególności
grup szkolnych. A taka rzecz mi się podoba i to bardzo, a bardzo.

A tutaj można w otwór włożyć głowę,  sfotografować się...



... i zadać pytanie: jaki to ptak?

- Ooo, Karkonoski Park Narodowy ma nowe logo! - krzyknąłem do Krzyśka
- A jaki był poprzedni? - zapytał mój towarzysz.
- To były chyba świerki - odpowiedziałem.

Nie myliłem się:


- poprzednie logo KPN (świerki),
- aktualne wersje (goryczka trojeściowa* i dzwonki karkonoskie**).
Krzyśkowi i mnie spodobało się logo uproszczone - to z dzwonkami.

*   Goryczka trojeściowa  - w Polsce dziko rośnie w paśmie Karpat i w Karkonoszach

** Dzwonek karkonoski - roślina z rodziny dzwonkowatych, występuje tylko w Karkonoszach
     i Wysokim Jesioniku.

Miałem to szczęście, że przed paroma laty kwitnący dzwonek karkonoski podziwiałem  w dole Śnieżnych Kotłów i wtedy byłem zdumiony jego wielkością.

Gdy w drodze powrotnej na szlak przez kilka chwil gapiliśmy się na Łomnicę, dziwiłem się




urokowi, który wywiera na człowieka płynąca woda. Czysta woda.

Wróciliśmy na niebieski szlak, na którym wkrótce wyszliśmy z lasu na otwartą przestrzeń,


… a wokół roztaczał się widok...



… rodem z Alp...











Trwaj chwilo, chwilo trwaj...








Zieleń kosodrzewiny, czerwień jarzębiny górskiej, błękit nieba...



… towarzystwo Krzyśka...


… nic mi więcej nie potrzeba...







Mały Staw wypełnia dno kotła polodowcowego i jest  jeziorem przepływowym, żlebami


spływa doń kilka strumieni. Nadmiar wody wypływa zeń Łomnicą - górskim potokiem.

Nad Stawem stoi Samotnia, dzisiaj nie bardzo samotne schronisko.


Niewielki wietrzyk zabawnie marszczył taflę jeziora.

Z Małego Stawu wypływa Łomnica. Potok leniwie toczył swe wody, ale gdy spojrzymy na głazy



zalegające jego koryto, nasza wyobraźnia podpowiada nam, jaką siłą w okresie wiosennych



roztopów może dysponować górski żywioł. Cieszmy tym, co trwa teraz...


... cisza i spokój.

Gdy zobaczyłem słoneczne igraszki we włosach siedzących przy jednym ze stolików turystek,


nie mogłem powstrzymać się od zrobienia im zdjęcia, a gdy później spojrzałem w ich kierunku


z drugiej strony, przypomniały mi się słowa piosenki:

"Siedem dziewcząt z Albatrosa, Tyś jedyna. Dziś pozostał mi po Tobie smutek - żal (…)."

Gdzie teraz jesteś, Ty jedyna?

A może jeszcze słowa innej, dawnej piosenki?:

"Czy mnie jeszcze, czy jeszcze pamiętasz
i pamiętasz ten dzień (…)."

Krzysiek, zbieramy się i ruszamy dalej.


Jeszcze kawałek drogi przed nami!

Samotnia jest najładniej położonym schroniskiem w Karkonoszach.











Tak jak w życiu... najczęściej mamy pod górkę...


… ale częściej jest nam pod górkę.

A w zamian za to...


 ... z górki mamy lepsze widoki.

Jeszcze jedno spojrzenie w stronę Kotła Małego Stawu



Samotnia zaczęła chować się za drzewami.

Przez chwilę Krzysiek szedł zajęty swoimi myślami...


 … lecz gdy zauważył, że robię mu zdjęcie...

… nie pozostał mi dłużny...


Niebieskim szlakiem przeszliśmy obok Strzechy Akademickiej...


 ... i spojrzeliśmy na nią z góry



Patrzeć na coś z wysoka... ooo… to jest to...

Do Hotelu Gołębiewski w Karpaczu również nie zajdziemy,



nie był nam po drodze i tyle. Może kiedyś, ale na razie pomachaliśmy mu ręką na pożegnanie.

W prześwitach między drzewami wypatrzyłem Biuścik Bardotki.


Charakterystyczne kształty Sokolików w Rudawach Janowickich są widoczne z większości


 zakątków Sudetów Zachodnich. Krzysiek próbował wypatrzyć jakieś szczyty Gór Kaczawskich,


lecz one niknęły w jesiennym zamgleniu.

Spojrzałem na przeciwległe zbocze Kotła Małego Stawu i powiedziałem do Krzyśka,


- Mnie ta chmurka się nie podoba, ale my i tak pójdziemy tamtym grzbietem.

I pójdziemy jeszcze dalej, aż do Słonecznika, widocznego na horyzoncie. A zza ściany


Kotła Małego Stawu wyłania się Kocioł Wielkiego Stawu.

Odwiedzimy również Pielgrzymy, a potem zejdziemy do Polany.


Tak, tak. Rankiem byliśmy na Polanie.

Rozdroże przy Spalonej Strażnicy stanowiło koniec naszego podchodzenia pod górę


niebieskim szlakiem. Byliśmy na wysokości 1427 m n.p.m. Od parkingu (820 m n.p.m.)
wspięliśmy się o 607 m

__________________________


Na szlaku czerwonym

Weszliśmy na szlak czerwony. Po lewej rozciągała się Równia pod Śnieżką, po naszej prawej



stronie, przez mały odcinek drogi widok na Kocioł Małego Stawu zasłaniała nam kosodrzewina.

Gdy doszliśmy do skrzyżowania szlaków czerwonego z żółtym, Krzysiek zażartował,


kiedyś tędy kursował autobus, a ja dopowiedziałem, że on tutaj miał swoją pętlę, wskazałem
na odnogę żółtego szlaku i dodałem, że na niej mógł zawrócić.
Przechodząca obok nas grupa młodych ludzi gruchnęła śmiechem.

Na drogowskazie umieszczona jest sylwetka autobusu, a to dlatego, że na czeskiej stronie Przełęczy Karkonoskiej stoi schronisko Špindlerova Bouda do którego nasi sąsiedzi mogą dojechać autobusem. Czesi mają również wyciąg krzesełkowy na Śnieżkę i chętnie z niego


korzystają. Dlatego na tym odcinku szlaku można spotkać tłumy Czechów. Oni wyjeżdżają wyciągiem na Śnieżkę  wędrują czerwonym szlakiem do Przełęczy Karkonoskiej i z niej zjeżdżają autobusem.

Już częściowo odsłonił się nam widok na Kocioł Małego Stawu i na szlaku grzbietowym


zobaczyliśmy mrowie turystów. Trochę to Krzyśka zmartwiło, ale ja powiedziałem, że nie należy się tym przejmować. Ten szlak tak ma.

Teraz patrzyliśmy na Strzechę Akademicką, obok której półtorej godziny temu przechodziliśmy.


Nad schroniskiem widoczne były Sokoliki w Rudawach Janowickich, a Krzysiek rozpoznał Połom
w Górach Kaczawskich. To ten szczyt z jasną plamą kamieniołomu wapienia (po lewej u góry).

Doszliśmy do punktu widokowego na grzbiecie Kotła Małego Stawu.




Dawne drewniane barierki zastąpiono metalowymi słupkami połączonych łańcuchami.

Obejrzałem się za Śnieżką, nad którą zaczęły się gromadzić bardziej ponure chmury...


A nie mówiłem, że widziany wcześniej ciemny obłoczek, nie wróżył dobrych rzeczy?

Nad nami również niebo nieco pociemniało


i przepływające obłoki znaczyły swój ruchomy cień na ziemi


Strzecha Akademicka przez chwilę była muśnięta strugą światła, gdy Samotnia tonęła w cieniu.

Nie spiesząc się szliśmy górną krawędzią Kotła Małego Stawu,


powoli mijaliśmy skalną grzędę,


a za nią zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę.

Na górze  Śnieżka  tonęła w cieniu,


a w dole Samotnia cieszyła się urokami jesiennego słońca.

Jarzębina górska jest drzewem, ale gdy popatrzyliśmy na tę, którą los rzucił


na zbocze grzędy skalnej, mogliśmy powiedzieć, że jest krzewem.





Jarzębina górska jest niezwykle żywotna. Z pozoru uschnięte drzewo potrafi wydać owoce.







Również ciekawe rzeczy mieliśmy pod nogami.








To jakaś wełnianka, lecz tej rośliny powyżej nie potrafię nazwać. Ale obie mi się podobają.

Krzysiek tajemniczo się uśmiechał...


… spojrzałem w tamtym kierunku i spytałem
- Hmmm, podobnie jak ja, myślisz o biuściku?


A on się odwrócił do mnie, uśmiechnął się i odpowiedział


- A może być inaczej?  Przecież jesteśmy facetami!
- Aha - stwierdziłem ochoczo.

Chyba dzisiaj jeszcze będziemy widzieć Śnieżkę?





Chyba niedługo schowa się w chmurach.

Doszliśmy nad krawędź Kotła Dużego Stawu



Wielki Staw jest  największym polodowcowym jeziorem cyrkowym.


Ze względu na unikatową roślinność subalpejską Kocioł Wielkiego Stawu jest rezerwatem ścisłym
i oglądać go można tylko z grzbietu.

Wydłużyłem ogniskową obiektywu i uchwyciłem Pielgrzymy i Zbiornik Sosnówkę


Do Pielgrzymów jeszcze dzisiaj dojdziemy, a Sosnówkę może kiedyś odwiedzimy, kto wie?



Od czeskiej strony zaczęły napływać coraz większe chmury, pogoda ulegała zmianie





Jeszcze temperatura otoczenia była znośna, a my szliśmy z porozpinanymi kurtkami.


Widzieliśmy nawet lekko ubranych turystów, ale ostrzegam - z pogodą w górach nie ma żartów.

Nad Śnieżką zaczęły przewalać się ciemniejsze chmury gnane wiatrem od czeskiej strony.



Po chwili,  Królową Karkonoszy zaczęła okrywać stalowoszara zasłona


i wkrótce Śnieżka zaczęła niknąć nam w oczach.


Poczuliśmy zimny powiew wiatru, z plecaków wyjęliśmy cieplejsze odzienie i ze szczelnie


zapiętymi kurtkami dochodziliśmy do Słonecznika.


Wielu z nas, w jednym z głazów Słonecznika, dostrzega sylwetkę ludzką.




Tuż obok skał wytworzonych przez naturę znajduje się obiekt utworzony ręką ludzką.


Granitową ławkę postawiono w 1906 roku z okazji dwudziestopięciolecia Wrocławskiego Oddziału Towarzystwa Karkonoskiego, a metalowe tablice upamiętniły zasłużonych członków zarządu.

___________________________


Na szlaku żółtym

Teraz będziemy mieć z górki...


… naprawdę z górki!

W naszych wędrówkach, często widzę Krzyśka w takiej pozie. Wtedy również zamieram


i staram się nic nie mówić.

Nieraz zadaję Krzyśkowi jakieś lekko prowokacyjne pytanie, a wtedy zaczyna się rozprawa...


… coś na miarę przewodu doktorskiego. On wyjaśnia sprawę rzeczowo, krok po kroku.
Krzysiek, ze swoim miłym głosem, powinien być wykładowcą. Zapewne miałby wielu wdzięcznych słuchaczy.

Część szlaku prowadziła przez podmokły teren i dlatego wybudowano drewniane pomosty.


Nasze buciory tłukły po nich, jak po bruku.

Na Słoneczniku miałem wrażenie, że huragany potrafią odchylić od pionu bloki skalne.


Po dojściu do Pielgrzymów utwierdziłem się w swoim przekonaniu. Wiejące wiatry potrafią pochylić również skały.



Wiejące wiatry potrafią pochylić również skały.

Pielgrzymy to jedna z największych w Karkonoszach granitowych grup skalnych. Tworzą je trzy, grupy wysokich baszt. Procesy wietrzeniowe wykształciły różnorodne, niejednokrotnie fantazyjne bryły.


Tworzą je trzy grupy wysokich baszt. Procesy wietrzeniowe wykształciły  różnorodne, niejednokrotnie fantazyjne kształty.

Pielgrzymy stanowią również skrajny etap szlaku zielonego nazwanym Ścieżką  nad Reglami.


Od tego miejsca idąc tym szlakiem można dojść do Końskich Łbów na Szrenicy.


Wysokość skał można porównać na zdjęciu, ujmując w ich tle postać człowieka.


Krzysiek, uważaj! Ten kamyczek u góry może polecieć w dół!


Po blokach skalnych można się wspinać...


… albo pobawić się w chowanego.


Duże i małe...
… wszystkie dzieci nasze są...

Za ileś tam setek tysięcy lat te skały zarosną i pozostaną po nich tylko wspomnienia...

… a jakie rośliny przetrwają?


"Tego nie wie nikt (…)."





We mgle zeszliśmy do Polany...







… a później Drogą Bronka Czecha wróciliśmy do parkingu na ulicy Olimpijskiej.

Po drodze odwiedziliśmy Dziki Wodospad na Łomnicy.



Wypływający z Małego Stawu skromy potok górski, w tym miejscu już nie był taki niewinny.



Ach, co to był za dzień...


*    *    *    *