niedziela, 21 lutego 2016

Co robią dziewczynki na Sokoliku?

Moją przygodę z górami spowodowało kupno przez mego szwagra Jerzego używanego "malucha".
A tak naprawdę, to był przypadek. Gdy Jurek chciał się pochwalić swoim nabytkiem, maluch się zbuntował.  A było to tak. Jurek z namaszczeniem uruchomił silnik, który mozolnie zawarkotał, a po chwili  kichnął, prychnął i zaczął dziwnie stukać. Oj, trzeba było widzieć przerażoną minę mego szwagra. Niemym wzrokiem spojrzał na mnie, a ja powiedziałem
- Zgaś go i otwórz maskę silnika - Gdy Jurek otworzył pokrywę, dostrzegłem przyczynę dziwnej pracy silnika. Jedna luźniejsza fajka, wyskoczyła z końcówki świecy i serduszko malucha pracowało na jednym garze. Ponieważ silnik malucha nie miał dla mnie żadnych tajemnic, szybko uporałem się z drobną usterką, przy okazji poprawiłem to i owo i powiedziałem.-
- Zapalaj go.
Wrrruuummm..., zagrał silnik.
- Ty jesteś niesamowity, pomacałeś go, pogłaskałeś a on chodzi jak zegarek - radość mego szwagra nie miała granic
- Może gdzieś jutro pojedziemy coś zwiedzić - zaproponował.
I wtedy pojechaliśmy w Rudawy Janowickie, które są górami niezbyt wysokimi i niezbyt rozległymi, ale pełnymi uroku, historii i tajemnic. Z Jurkiem schodziliśmy te góry wzdłuż i wszerz.

Minęło parę ładnych lat, mój szwagier (wieczny kawaler) ożenił się, przyszła era fotografii cyfrowej a ja kupiłem lustrzankę i zacząłem chodzić po górach sam.

Sokole Góry

Charakterystyczne bliźniacze szczyty: Krzyżna Góra i Sokolik są najbardziej rozpoznawalnymi górami w Rudawach Janowickich.
"Biuścik Bardotki" jest wszędobylski. Dostrzec go można  niemal z każdego zakątka Sudetów Zachodnich.



Widok z Gór Kaczawskich





Widok z parkingu za Wojcieszycami







Widok z Chojnika



















_____________________________________________________________________


2008-08-17

Szwajcarka  

Samochód zostawiam na sporym parkingu na Przełęczy Karpnickiej (na  wys 475 m.n.p). Spacerowym krokiem po półgodzinnym marszu docieram do .schroniska Szwajcarka. Jest to drewniany zabytkowy budynek w stylu tyrolskim, który  nawiązuje do architektury doliny Zillertall w Szwajcarii. Styl ten został przyniesiony przez tyrolczyków, którzy się osiedlili (ok. 400 osób) w XIX wieku w pobliskich Mysłakowicach. Zostali oni wygnani z okolic Pongau w Alpach Zalzburskich za odmowę zrzeczenia się wiary protestanckiej.









Budynek ten stoi w na zboczu Krzyżnej Góry na wysokości 520 m.n.p.m Został zbudowany w 1823 r przez brata króla Prus Wilhelma jako domek myśliwski.

Gdy podejdziemy bliżej zauważymy, że oprócz schroniska mieści się tu również









 Dolnośląska Szkoła Wspinaczki Górskiej.

Obok schroniska szlakowy zawrót głowy, czyli inaczej "szlakowy wiatraczek" informuje nas o różnych możliwościach naszej wędrówki. Na Sokolik zaprowadzi mnie szlak czerwony.










Dukt którym zacząłem iść przypomniał mi moje dzieciństwo i wiejską drogę, którą  po opadach deszczu, z wielką radością biegałem boso. Mokry piasek wówczas przyjemnie chrzęścił pod stopami, a szczególnej rozkoszy dawało wtedy taplanie się w kałużach.

Husyckie Skały

Nieco później wygodna droga zamienia się w górską kamienistą ścieżkę przeplecioną wystającymi korzeniami drzew. Przy grupie skalnej Husyckie Skały zatrzymałem się nieco dłużej.





















Nazwa Husyckie Skały wiąże się z wydarzeniami, które miały miejsce w nocy z 11 na 12 sierpnia 1434 roku. Wtedy to, uciekająca z płonącej warowni Sokolec na Krzyżnej Górze grupa husytów









 w ciemności zmyliła drogę i spadła w przepaść.

Dalsza, niezbyt stroma, droga na Sokolik prowadzi zakosami przez piękny zielony las.









Jest już druga połowa sierpnia, a na nizinach zieleń lasu nie jest już tak wspaniała jak tutaj. Idę powoli nie spiesząc się. Do skał na Sokoliku dochodzę po upływie kwadransa od mego przystanku na Husyckich Skałach.

Skałkowi łazicy

Ludzie mają różne pasje, Na dzisiejszym szlaku minąłem szkołę wspinaczki, a na Sokoliku













spotykałem zapewne jej absolwentów. Tych skalnych łazików sfotografowałem w  chwili ich schodzenia ze szczytu. "Omączone" dłonie skałkowych wspinaczy przypomniały mi ręce mojej rodzicielki, gdy z wielka pasją lepiła pierogi.

Na skałkach nie tylko chłopcy drą portki. Wspinać się na szczyty potrafi również słaba płeć.





Słaba płeć? Który z "karczychów" na górę tak wchodzić umie?

Z tyłu u pasa odważnej niewiasty widzimy zbiorniczek z magnezją. Dłonie unurzane w tym preparacie ułatwiają chwyty w skalnych szczelinach. Dlatego ręce wspinaczy i skałki, które oni zdobywają są "umączone"

Od sada niedaleko jabłko pada

Ojczysta w dzieciach dziedziczy wada,
blisko swej jabłoni jabłko pada.

Gdy zobaczyłem ten obrazek, powiedziałem głośno do siebie










- Kto kogo na spacer prowadzi?
A wtedy kędziorkowate jabłuszko spojrzało w moim kierunku, obdarzyło mnie tajemniczym









uśmiechem Mony Lisy i powróciło do swej poważnej wspinaczki po głazach.
Dzielne dziecko pokazywało otoczeniu, że potrafi dorównać swemu tacie i nie ustępuje swej cioci.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wspinacze górscy są zawsze powiązani ze sobą linami?  Mi się wydaje, ze chodzi o to, żeby powstrzymać tych rozsądniejszych od zawrócenia























Ja, na szczyt Sokolika, wolałem wejść po metalowych stopniach.

Tam, na górze


 Podobnie jak ja, na szczyt weszło rodzeństwo podążające za swymi rodzicami.









Po chłopcu widać było trudy przebytej drogi, ale jego starsza siostra po stopniach stąpała z wdziękiem baletnicy. Od ich ojca dowiedziałem się, że są mieszkańcami Wrocławia, w Rudawy dotarli pociągiem, z którego wysiedli na stacji w Trzcińsku
Dzisiaj, po przeszło sześciu latach od tamtego spotkania zastanawiam się, czy te jabłuszka, już jako młodzieńcy chodzą jeszcze po górach.

Na platformie widokowej usiadłem na skraju ławeczki, posiliłem się i uległem urokowi chwili. Turyści wchodzili na szczyt Sokolika, wymieniałem z nimi parę słów, oni schodzili z niego, a ja na szczycie tkwiłem ponad dwie godziny. Trwał spektakl. Pies pasterski na pastwisku przegania stado owiec, powiedziałem do siebie spoglądając na przetaczane wiatrem zmieniające się kształty chmur.









Spoglądałem na wstęgę Bobru, Rudawy Janowickie, Góry Kaczawskie i Karkonosze, po których











prześlizgiwały się słoneczne plamy, za którymi wodziłem wzrokiem. Miałem wrażenie, że jadę








jakimś pojazdem, z którego podziwiam mijaną okolicę.









Na południe od Sokolika tkwiła Krzyżna Góra, której kształt przez parę minut trwał w cieniu,









a po chwili  połyskiwał w słońcu. Z zachodniego zboczu Krzyżnej Góry wystaje Jastrzębia Turnia.








Kształt tej skały przypomina ptaka podrywającego się do lotu.
























Sokole oczy mogą dostrzec na głazach wspinaczy skałkowych.

W tym dniu  miałem zamiar również wejście na Krzyżną Górę, ale nie zdążyłem tego uczynić. Po zejściu z Sokolika przypomniałem sobie, że mam umówiony termin i muszę wracać do domu.










Zdążyłem wymienić się pozdrowieniami z turystą, który spiesznie podążał zobaczyć to, co ja uprzednio podziwiałem. Po minięciu Szwajcarki spojrzałem na odległy Kowarski Grzbiet










w Karkonoszach i z żalem ruszyłem w drogę powrotną.

Po drodze zatrzymałem samochód na poboczu, spojrzałem jeszcze raz z tęsknotą na Sokolik.







Sokolik przyciąga mnie jak magnes. odwiedzałem go chyba siedmiokrotnie i mam cichą nadzieję, ze wrócę kiedyś do niego i do widoków z jego szczytu.
Jeżeli mam okazję, Sokolikom robię pamiątkowe zdjęcie tuż przed zachodem jak też po zachodzie słońca, a nawet w jesiennej mgle



piątek, 12 lutego 2016

Co jest trwalsze, kamień czy woda?

Ciągle przeglądam zakamarki twardego dysku starego komputera i ożywają wspomnienia moich dawnych wędrówek. A podobno wspomnienia odmładzają.

2009-06-14

Zawsze, gdy wyruszam na wędrówkę w Góry Izerskie i jadę do Szklarskiej Poręby, na  krajowej "trójce" zatrzymuję się na sporym parkingu za Wojcieszycami, Jest to  wyśmienity punkte widokowy, z którego można podziwiać trzy pasma górskie, Gór Kaczawskich, Rudaw Janowickich i Karkonoszy.










Wśród pasma Karkonoszy na pierwszy plan wybija się Chojnik a tuż obok niego za Piekielną Doliną







o bardziej rozległych zboczach wyrasta Żar. Do aparatu podpinam "długi słoik", czyli obiektyw tele.








To góra Chojnik (627 m.n.p.m.) z zamkiem o tej samej nazwie. Zamek ten nigdy nie był zdobyty przez człowieka.  Zniszczyły go siły przyrody, jego drewniane elementy spłonąły od uderzenia pioruna.

Wizjer aparatu niczym lornetkę kieruję w stronę najwyższego szczytu.










Królowa Karkonoszy Śnieżka - (1602 m.n.p.m.), a na niej obserwatorium meteorologiczne, które częściowo ucierpiało ubiegłej zimy. Ukośnie biegnąca przez gołoborze linia, to droga dojazdowa tzw Śląska Droga. Niżej Wielka Kopa z wyciągiem oraz biegnące na prawo zejście do Białego Jaru. Zejście to  w zimie jest zamykane ze względu na niebezpieczeństwo lawin.
Po nasyceniu oczu widokiem wyruszam w dalszą drogę w kierunku Szklarskiej Poręby













Za Piechowicami po lewej stronie szosy pojawiła się górska rzeka - Kamienna









Droga jest teraz pełna zakrętów i pnie się w górę przez piękny las.
Dlaczego Szklarska i dlaczego Poręba? W miejscowości tej w 1. poł. XIV wieku założono hutę szkła.












Do jego wytopu wykorzystywano węgiel drzewny. Drzewa były wyrąbywane z lasu wzdłuż rzeki Kamiennej. W ten sposób powstała Szklarska Poręba, która dzieli się na: Szklarską Porębę Dolną, Średnią i Górną.

Samochód zostawiam  na parkingu na początku Szklarskiej Poręby. Zapach lasu,








specyficzny aromat powietrza oraz niesamowity mikroklimat sprawia, że jestem  w innym świecie. Plecak na ramiona, aparat do ręki i ruszam w stronę widocznych bud z pamiątkami.

Tam przekraczam górską rzekę Szklarkę, która wpada do Kamiennej. Podziwiam niezwykle czystą wodę, jak leniwie rozlewa się między wygładzonymi kamieniami.











Nieco wyżej koryto się zwęża i przez to nurt wody jest bystrzejszy. Czysta górska rzeka (Szklarka) wygładza kamienie








 Ile razy tu jestem, tylekroć podziwiam to piękno.










 I wcale nie jestem nim znudzony.  Wodospad Szklarki tworzy wodny spektakl huczącego żywiołu



Jego wysokość wynosi 13 m.
Szkoda, że nie mogę przekazać tego miłego chłodu, nasycenia zapachów w powietrzu oraz szumu spadającej wody. W takim miejscu zapomina się o wszystkich troskach.


Wracam na parking, tam odnajduję szlak czarny, Wspinamy się nim przez las ostro pod górę, później przechodzę na szlak niebieski i dalej pod górę, tym razem nieco łagodniej. Przy szlaku znajduje się kamienna płyta, to grób Karkonosza czyli Ducha Gór, który został wypędzony przez












złych ludzi ze swojej odwiecznej siedziby na Równi pod Śnieżką. Karkonosz w tym miejscu patrząc na swoje ukochane góry zmarł ze zgryzoty i tu znalazł miejsce swego wiecznego spoczynku.

Karkonosz czyli Duch Gór Izerskich i Karkonoszy nosi wiele imion
pol. Karkonosz, Rzepiór, Rzepolicz lub Liczyrzepa
czes.  Krakonoŝ, Krkonoŝ 
niem. Rübezahl, Rübenzahl

Duch ten, wybranym osobom powierza swoje tajemnice, natomiast niesfornych turystów potrafi nieźle postraszyć.

W Polsce najbardziej chyba znaną legendą jest ta o porwaniu przez Ducha Gór księżniczki świdnickiej Dobrogniewy. Duch Gór czyni to zamieniony w wicher, niemal wyrywając księżniczkę z ramion jej narzeczonego, raciborskiego księcia Mieszka. Po wielu perypetiach Dobrogniewa nakłania Ducha Gór do liczenia rzepy rosnącej na pobliskim polu., ten zajęty tą czynnością nie zauważa szczęśliwej ucieczki księżniczki. Dlatego też powstało wstydliwe miano Ducha Gór - Liczyrzepa.

Nieco dalej skręcam na lewo i wychodzę na naturalny skalny taras - tzw Złoty Widok










A z tego tarasu można podziwiać zachodnie pasmo Karkonoszy. Kolejno od lewej, za sosenką










prawie płaskie szczyty: Śląskie oraz Czeskie Kamienie, Czarna Przełęcz, a pod nią Kocioł Jagniątkowski, Szczyt Śmielec, Przełęcz Pod Śmielcem, Wielki Szyszak, Czarcia Ambona z budynkiem, pod Czarcią Amboną Śnieżne Kotły, Łabski Szczyt,na którego zboczu po czeskiej stronie znajduje się źródło rzeki Łaby, prawie płaski szczyt Sokolnik, Mokra Przełęcz, Szrenica

A teraz przy pomocy odpowiedniej optyki naszego aparatu dokonamy zbliżenia do Śnieżnych Kotłów












(ogniskowa 27 mm)

Śnieżne Kotły nieco bliżej








(ogniskowa 62 mm)

Śnieżne Kotły jeszcze bliżej









(ogniskowa 220 mm)

Do tego miejsca przed wiekami sięgał jęzor lodowca. Śnieżne Kotły z zalegającym jeszcze w żlebach śniegiem.











( ogniskowa 300 mm) Widoczny budynek to stacja przekaźnikowa TV (dawne schronisko "Nad Śnieżnymi Kotłami" Od miejsca w którym się znajdujemy do budynku stacji w linii prostej ok. 6 km


Szrenica z wyciągiem krzesełkowym oraz trasami narciarskimi










Zbliżenie na Szrenicę










Widoczna trasa narciarska Lolobrygida.  Po lewej Kocioł Szrenicki.

Pogoda w górach potrafi zmienić się błyskawicznie. Pamiętajmy o odpowiednim ubiorze











 Z tego miejsca można  obejrzeć panoramę Karkonoszy i patrząc na nią trudno się dziwić tęsknocie, która towarzyszyła Karkonoszowi w jego ostatniej chwili życia.

Po zejściu ze Złotego Widoku jadę w stronę Jakuszyc.
Po lewej mijamy Krucze Skały. To znak, że za chwilę będzie wjazd na parking










Samochód zostawiam na parkingu.













Szlakiem czerwonym idę w stronę Szrenicy kamienistą drogą, początkowo łagodnie a później ostro pod górę. (ok. 2 km) Droga jest kamienista do tego stopnia, że w lekkich pantofelkach jest na pewno niewygodna do przebycia.












W bramce Rezerwatu Kamieńczyka zakładam czerwony kask i schodzę schodkami do wąwozu. Idę wzdłuż koryta Kamieńczyka Panuje tu półcień i przyjemny mikroklimat









 Na prawym zdjęciu widzimy co woda przez stulecia uczyniła ze skałą. Po prawej stronie kamienna ściana została częściowo wygładzona przez człowieka.

Ściany wąwozu z którego wyszedłem zostały wyżłobione przez wody cofającego się wodospadu, którego uroki podziwia niezwykle ruchliwa dziatwa z Zielonej Szkoły.











Jest to Wodospad Kamieńczyka i jest on najwyższym wodospadem po polskiej stronie Karkonoszy. Tworzą go trzy progi o łącznej wysokości 27 m. Za środkową kaskadą ukryta jest jaskinia nazwana Złotą Jamą, częściowo naturalna, częściowo sztucznie pogłębiona przez Walończyków szukających tu przed wiekami ametystów.













Szkoda, że Was tu nie ma. Można rozkoszować się jego widokiem. Wierzcie mi, huk spadającej wody sprawia niesamowite wrażenie. Jego brzmienie jest bardzo miłe dla ucha














A tak naprawdę, dlaczego nam dano kask?  Może dlatego, że duże krople wody mogą nam spaść na głowę, a może jakieś kawałki skał? Właśnie odłamki skał i jakieś kamyki. Ale nie tylko to. Jeżeli znajdujemy się na dole wodospadu, na głowę może nam spaść dosłownie wszystko: ogryzki jabłek, drobne monety, kamyki, wyplute gumy do żucia, butelki i wszystko czego znudzony "turyta" stojąc 30 metrów nad nami zechce się pozbyć.
Z Wąwozu Kamieńczyka wychodzimy tymi samymi schodkami, którymi tu weszliśmy. I teraz Wodospad Kamieńczyka oglądamy z góry Jego wielkość możemy porównać z postaciami na dole











Z cienia wychodzimy na oświetlone słońcem Schronisko Kamieńczyk.














Na tarasie schroniska możemy wypocząć Przed nami widok na część Gór Izerskich. Ten taras będzie miejscem naszego spotkania przed naszą wyprawą na Szrenicę i jej otoczenie












A wszystkich wybierających się na wyprawy górskie przestrzegam,










 nie na kamieniste szlaki takie "turystyczne obuwie". 
Ci co chodzili po górach wiedzą o tym, że: góry uczą wielkiej pokory, do wypraw w góry należy podchodzić z rozsądkiem. Ale nie każdy tak myśli...I niech Was Ręka Boska broni przed takim obuwiem. Tę osobę widziałem w drodze powrotnej tuż za Schroniskiem Kamieńczyka. O zgrozo... Pomyślcie, po kamienistej drodze 2 km pod górę, 2 km z góry...
resztę pozostawiam bez komentarzy.

Kamieńczyk wpada do rzeki Kamiennej. Po prawej stronie w cieniu pomiędzy kamieniami widać płynącą wodę.












Wierzcie mi, w czasie wiosennych roztopów tych kamieni nie widać, tej pary również by tam nie było...

Do jazdy po górskich zakrętach należy się wprawić. Pamiętajmy o tym i o innych użytkownikach dróg. Oni również mają zamiar wrócić do swego domu. ...Jeszcze tyle zostało do zwiedzania...














Kamień trwalszy, czy woda?