środa, 28 grudnia 2016

Kwiaty wśród drzew, drzewa na skałach


2016-06-19 Niedziela

Leśny Dwór w Janowicach Wielkich - szlak żółty, zielony, niebieski i powrót szlakiem żółtym.

    Zegar wskazywał kwadrans po ósmej, sięgałem po klucze do piwnicy, gdy odezwała się moja
komórka. To dzwonił mój szwagier.
- Jasiu, wybieram się w Rudawy. Masz ochotę na wędrówkę? Przyjadę po Ciebie o dziewiątej.
  Odkładam klucze na wieszaczek - mój rower dzisiaj sobie odpocznie.
Błyskawicznie uwinąłem się z kanapkami i herbatą, szybko się przebrałem i gdy wzuwałem buty, odezwał się domofon:
- Już jestem, wejdę na chwilę - w słuchawce zabrzmiał głos Jurka.
- Dobrze, ja jeszcze przejrzę plecak, może coś zapomniałem.

    W czasie jazdy uzgodniliśmy, ze pójdziemy znanymi nam drogami, którymi pierwszy raz szliśmy wiele lat temu.

W Janowicach Wielkich zapoznałem Jurka z miejscem, gdzie mógł bezpiecznie zostawić swój samochód.

Jurek był nieco zdziwiony, gdy ja pochylałem się nad spotykanymi po drodze kwiatkami.



Kwiaty dziko rosnące wzbudzają mój podziw.

Kocham las i gdy widzę taką tablicę, nie mogę obok niej przejść obojętnie.


Las daje schronienie dla zwierząt, leki, pożywienie i drewno dla ludzi.
Las zatrzymuje zanieczyszczenia i pochłania hałas.
Las wytwarza tlen i reguluje gospodarkę wodną w przyrodzie.
Las jest niezapomnianą atrakcją turystyczną.


Las nie lubi gospodarki rabunkowej.


Las żyje dzięki niepisanym prawom natury.




Uwielbiam kwiaty dziko rosnące.




Naparstnica lubi rosnąć na skraju lasu.



Naparstnica na ziemiach polskich została rozpowszechniona na przełomie XVIII i XIX wieku
jako roślina ozdobna. Po jakimś czasie naparstnica uciekła z ogrodów i samorzutnie wysiała się
w środowisku.


Naparstnica jest rośliną trującą i leczniczą jednocześnie, a granica pomiędzy dawką leczniczą
a szkodliwą dla zdrowia jest bardzo mała.

    Anglosasi wierzyli, że na kwiatach naparstnicy wróżki wygrywały swoje melodie.
Irlandczycy nazywali ją "naparstkiem nieżywych ludzi" w związku z wydzieliną jej szkodliwego soku. Angielskie znaczenie "rękawiczka ludzi", odnosi się do wróżki, która mieszkała w lesie, gdzie rosło to zioło. Plamki na kwiatach naparstnicy to odciski pozostawione przez elfy, które rzekomo miały ostrzec przed trującymi właściwościami rośliny.
    Naparstnica purpurowa po norwesku to „revbielde”, co znaczy "lisi dzwonek”. Nazwa ta pochodzi z legendy, która mówi, że zła wróżka podarowała roślinę lisowi, który mógł wyciszyć swoje kroki kwiatami naparstnicy purpurowej podczas polowania na okoliczne kury.
   Mieszkańcy Północnej Walii używali liści naparstnicy purpurowej w celu nadania kamiennym podłogom wyglądu mozaiki.

    Tego dnia słoneczko przebijało się przez cienką warstwę chmur, ale gdy zbliżała się już druga godzina naszej wędrówki, gdy doszliśmy do leśnej szkółki, otworzył się widok na Karkonosze,
nad którymi kłębiły się chmury.


Oooj, oooj, oooj..


wyrwało mi się, gdy z Rozdroża pod Jańską Górą spojrzałem na Śnieżkę,
   Odpuściliśmy sobie odwiedziny Fajki i Rylca, raźno pomaszerowaliśmy niebieskim szlakiem
w stronę Lwiej Góry. Gdy szlak skręcał w lewo, porzuciliśmy go, i poszliśmy szerokim duktem
wijącym się zakosami pod górę.
To była droga dojazdowa do dawnego kamieniołomu, który obecnie nazywany jest piekiełkiem.


Niecka piekiełka wypełniona jest wodą, w której odbijają się porastające brzegi stawku

roślinność. Brunatne Jeziorko pierwszy raz odwiedziłem przed dziesięcioma laty.
Wiele, oj jak bardzo wiele, przez ten miniony czas tutaj się zmieniło. 


Zrobiłem kilkanaście zdjęć tego zakątka i powróciliśmy na niebieski szlak. którym zaczęliśmy się wspinać na Lwią Górę. Gdy dochodziliśmy do jej szczytu, lunął rzęsisty deszcz,  przed którym schroniliśmy się pod ukośną skałą.
- Piknik pod Wiszącą Skałą - pomyślałem.
- Musimy ten deszcz przeczekać - powiedziałem i wyjąłem z plecaka termos z herbatą.
Gdy kończyłem kanapkę, deszcz przestał padać i niebo pojaśniało.
Wtedy wyszliśmy na Starościńskie Skały...


zaniemówiłem z wrażenia, powiem do rymu, widok był wspaniały.

Starościńska Igła - tak nazywają tę turnię wspinacze skałkowi.





Kamień na kamieniu, na kamieniu kamień, a na tym kamieniu jeszcze jeden kamień...

Głazy jeszcze nie wyschły i były śliskie, więc ostrożnie weszliśmy po wykutych w skale


schodkach na punkt widokowy.


A widoki były imponujące.




  


  


W domu zabawię się w wykonanie animacji - pomyślałem i zrobiłem 52 zdjęcia.


Dosyć ciekawy efekt osiągnąłem, prawda?

Komu w drogę, temu czas


Niebieskim szlakiem zeszliśmy z Lwiej Góry.


Słońce coraz śmielej przebijało się przez chmury


i gdy wdrapaliśmy się na Piec, już solidnie przygrzewało.


  


Miłe wrażenie, móc na drzewa popatrzeć z góry


Tuż za Piecem następna grupa skalna, która wprawiła nas w zachwyt



Matka Natura udekorowała brzózkami Skalny Most, jak na jakieś święto.






  


Kiedyś te głazy spadną i utworzą nowe bryły.

Krowiarki charakteryzują się ciekawymi kształtami.


Kamienie znikną, a wody będą ciągle płynąć.





  


  





Żółtym szlakiem prowadzącym wzdłuż Janówki wróciliśmy 


do Leśnego Dworu,  gdzie w zagrodzie bezpiecznie czekał na nas Jurka samochód.




A teraz zapraszam do obejrzenia moich panoram

Brunatnego Jeziorka w Piekiełku

oraz widoku ze Starościńskich Skał
i  Lwiej Góry
 
 
*    *    *    *

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Spacer w Rudawach


2008-10-12

Jest piękna pogoda złotej jesieni, a mnie ponownie spotkała przyjemność opiekowania się pieskiem mojej córki,  i to na cały dzień.
Przed południem, nie wytrzymałem, do bagażnika mojego autka załadowałem plecak
z prowiantem dla mnie i wodą dla pieska.  Zwierzątko  usadowiłem na tylnej kanapie
i pojechaliśmy w Rudawy.
Samochód zostawiłem na parkingu na Przełęczy Karpnickiej, plecak na ramiona,
do  jednej ręki lustrzanka, a do drugiej smycz i ruszyliśmy wygodną, szeroką ścieżką prowadzącą w stronę Szwajcarki.


Piesek ucieszył się z takiego obrotu sprawy i ochoczo ruszył do przodu.
Już po kilkunastu minutach dotarliśmy do schroniska.


Pogodna niedziela spowodowała prawdziwe oblężenie tego miejsca.

Szwajcarka, to drewniany budynek w stylu tyrolskim, a wzniesiony został  w 1823 roku


przez brata króla Prus Wilhelma, jako domek myśliwski.


W Szwajcarce mieści się schronisko i Dolnośląska Szkoła Wspinaczki.

Każdy sposób podróżowania i zwiedzania świat jest dobry...


nawet w specjalnym nosidełku na ramionach taty.

(...) Co wy za jedni i gdzie idziecie
My rozproszeni po całym świecie(...)


(...)Ogniska palą strawę gotują
Jedni śpiewają drudzy tańcują(...)

Tłoczno tu dzisiaj. Już miałem zamiar wyruszyć w stronę Husyckich Skał, gdy nad głową


odpoczywającej na ławce turystki zobaczyłem tabliczkę. Podszedłem bliżej.


Oniemiałem z wściekłości i spojrzałem przed siebie.


W swej bezsilności wykonałem tylko jedno zdjęcie długim obiektywem

i po podpisaniu się pod protestem, ruszyłem w drogę powrotną. Już nie miałem ochoty na skałki.


Gdy doszliśmy do parkingu, piesek opierał się przed wsadzeniem go do samochodu.
Ponieważ moje rozgoryczenie trochę osłabło, pomaszerowaliśmy drogą prowadzącą w kierunku


Jańskiej Góry. Miałem zamiar przejść tylko niewielki odcinek, ale piesek z werwą parł do przodu





i tak doszliśmy, prawie do Rozdroża pod Jańską Górą.

Przysiadłem na pniu ściętego drzewa. Gdy piłem herbatę, przyglądałem się jak piesek chłepcze
wodę, którą mu nalałem do jego miseczki.

Wracałem niespiesznie, rozkoszując się kolorami jesiennego lasu.


























W drodze powrotnej zrobiłem mały postój nad Jeziorem Kaczorowskim.











Tak szumnie został nazwany zbiornik retencyjny na Kaczawie pod Okrajnikiem,









niedaleko rezerwatu Miłek.

Dawniej mówiono
- Kto ma owce, ma co chce.












A dzisiaj mawiają
- Kto ma owce, ten jest baran.

__________________________________________________

Dopisek

Krakowska firma Pol-Skal ugięła się pod protestami mieszkańców wsi Karpniki i zawiesiła wydobycie skalenia z miejscowej kopalni. Głównym powodem protestu był transport kamienia przez wieś. Wyładowane kamieniami samochody, których waga przekraczała 30 ton, zagrażały stabilności mostu na Bobrze.

*    *    *    *