piątek, 13 listopada 2020

Śniegi Dudziarza i Różanki

2020-11-13

        Mój sprzęt dłuższy okres czasu przebywał daleko poza  Legnicą.  Gdy po wielu przygodach wrócił do mnie, zabrałem się do uporządkowaniu jego zasobów i zatrzymałem się na rozdrożu.
A kto stoi, ten się cofa - uświadomiłem sobie pewnego dnia za sprawą paru słów:

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe...
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

             Adam Asnyk  Daremne żale

 Mam zaległe tematy i postanowiłem do pewnego dnia je ukończyć. To będzie Mały Jubileusz.


_________________________


Był dzień 2018-03-18

         Na tę niedzielę mieliśmy zaplanowaną wędrówkę po paru wzniesieniach Parku Krajobrazowego Chełmy. Gdy minęliśmy Jawor i Krzysiek wjechał swoją Vectrą w boczną drogę, obu nam zrzedły miny. Kręta i wiodąca pod górę wąska droga była zasypana śniegiem.
Ryzyko jazdy w takich warunkach jest duże, Krzysiek spojrzał w moim kierunku, a ja wypaliłem
- Może pojedziemy na Dudziarza?
- Tak zrobimy - odpowiedział mój cicerone i zawrócił samochód.
 I tak, zamiast na Pogórze Kaczawskie, pojechaliśmy na Południowy Grzbiet Gór Kaczawskich.

Na "Starej Trójce" w Radomierzu, jest dogodne miejsce na bezpieczne pozostawienie

Na Przełęczy Radomierskiej
samochodu. Krzysiek to lokum znał na pamięć i jego Vectra z chrzęstem wjechała w śnieg.
     Dudziarz (niem. Galgenberg, 652 m n.p.m.) – szczyt w Południowym Grzbiecie Gór Kaczawskich, między Straconką a Przełęczą Radomierską - tyle dowiemy się z Wikipedii. Zawsze ciekawią mnie rodowody nazw i gdy wpisałem w wyszukiwarkę słowo Galgenberg wujek Google odpowiedział Szubieniczna Góra.
Ale dlaczego nasi przemianowali tę górę na Dudziarza, nigdzie nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Straconka, Szubieniczna - brrr... jak to złowieszczo brzmi.  Ja wolę miano Dudziarza.
Ze szczytu Dudziarza nie ma widoków, jest on porośnięty lasem .  Ale w zamian za to, niezwykle urozmaicone zbocza tej niewysokiej góry sprawiają, że można nacieszyć oczy widokami, jakie otwierają się na  na Rudawy Janowickie, Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską oraz Grzbiet Wschodni Gór Kaczawskich. Poszliśmy wypatrywać szerokich planów. 

Zbocze Dudziarza

Zaczęliśmy naszą niespieszną wędrówkę zboczem Dudziarza, co chwilę robiliśmy sobie przystanki  i wtedy oglądaliśmy się za siebie.  W ten sposób mogliśmy nacieszyć swoje oczy zmieniającą się perspektywą przestrzeni za nami.  Patrzyliśmy w tę samą stronę, a za każdym następnym razem widok był odmienny od poprzedniego.

Różanka, w głębi Rudawy Janowickie

Różanka, Rudawy Janowickie, za nimi Karkonosze



Różanka, Rudawy Janowickie, Karkonosze




Nie mieliśmy nakreślonej trasy naszej wędrówki ani wytyczonego celu. Szliśmy, gdzie nas oczy poniosą. Gdzieś ujrzeliśmy ciekawie wyglądające drzewo czy grupa krzaków, poszliśmy tam. Ale nie zawsze to było takie proste i oczywiste. W poprzednich dniach sypało śniegiem, a ostatniej nocy szalał wiatr, który wymiótł śnieg z jednych miejsc prawie do gołej ziemi, a w innych  utworzył pagórki sporych zasp. Śnieg sięgał nam nieraz do kieszeni u spodni.






Gdy mieliśmy przedzierać się przez zaspy, mówiłem do Krzyśka - Twoje pole, drogę pokaż.
A Krzysiek, chociaż mu to było nie w smak, musiał słuchać starszego wiekiem od siebie.





A ja nieszczęsny, musiałem gonić za nim, ale w zamian a to, miałem drogę nieco przetartą.



Góry Kaczawskie - Grzbiet Mały

Rudawy Janowickie z Biuścikiem Bardotki

Rudawy Janowickie, Karkonosze, Kotlina Jeleniogórska

Przez dość rozległą zaspę Krzysiek pociągnął mnie w sobie tylko znanym kierunku.





To dobre miejsce na odpoczynek 


Już po herbatce, idziemy dalej.             




- Ile tutaj krzaków głogów i dzikich róż - prawie wykrzyczałem.


- Och, zobaczyć je w porze ich kwitnienia - westchnął Krzysiek.

Gdy oglądałem się za siebie, dziwiłem się
- Dlaczego my tak kluczyliśmy? Ja tak krzywo szedłem? 

- Gdy patrzę na nasze ślady w śniegu, mam wrażenie, że to kluczyły pijane zające - powiedziałem do Krzyśka, a on się uśmiechnął. Na bezdrożach nie idziemy prostą drogą. Często przystajemy, a wtedy dla uzyskania jakiegoś widoku odchodzimy parę kroków w bok i stąd efekt pijanego zająca. 

Masz babo placek! Ja mówię o zającach, a zza pagórka wybiegła trójka saren, popatrzcie na nie.

Obrazki pozornie nie różnią się między sobą i dlatego proponuję małą zabawę. Proszę powrócić do pierwszego zdjęcia z sarnami, kliknąć w nie i strzałką w prawo przejść do kolejnych fotografii. Sarny zaczną biec.

Był już niejeden krzak...


I wiele przeszliśmy rzek, ale najpiękniejszy,

ale najpiękniejszy
jest tego zbocza brzeg.

- Tu jest dobre miejsce na postawienie domu -  stwierdził Krzysiek.
- A ja po tamtej stronie postawię drugą chałupę - rzuciłem w odpowiedzi.

Z jednej strony zacisze i dostęp do wody, a z drugiej otwarty widok na świat.

Różanka, Rudawy Janowickie

Marzenia marzeniami, ale na nasze odwiedziny czeka jeszcze jedno miejsce.   


Zapytałem Krzyśka - Dokąd Ty mnie teraz prowadzisz-?


- Pójdziemy na Różankę - usłyszałem mojego przewodnika. 

Różanka (628 m n.p.m.) to wzniesienie w pasmie Gór Ołowianych będących częścią Grzbietu


Południowego Gór Kaczawskich. Różanka kiedyś słynęła z panoramicznych widoków, obecnie zbocza i częściowo szczyt zarośnięte są lasem świerkowym . 
Aby dojść do Różanki, musieliśmy z Dudziarza  zejść do Radomierza, minąć zabudowania i zacząć podchodzenie na zbocza wzniesienia Gór Ołowianych.  Powiedziałem do Krzyśka  - Tutaj powinni byli wybudować jakiś pomost, aby można było ponad domami przejść w tamto miejsce. A tak musimy schodzić, a później ponownie wchodzić. Gdzie tu sens i logika?   

Radomierz, Różanka

Po przejściu przez Przełęcz Radomierską znaleźliśmy się w paśmie Gór Ołowianych


i rozpoczęliśmy powolne podchodzenie na Różankę


Na zboczu Różanki, podobnie jak na Dudziarzu, co kilkanaście kroków zatrzymywaliśmy się dla


wyrównania oddechu, rozejrzeniu się po otoczeniu i wykonania kilku zdjęć. 

Dudziarz




Dudziarz

I tak przy okazji zrobimy zdjęcia sobie...

..Ty mi,
 
..a ja Tobie.

Pod górę... na dół... znowu pod górę...

Jaki to ma sens?

Na dół...

a po chwili...

..znowu pod górę
Gdzie tu jest logika?

Logika była taka, że Krzysiek ciągnął mnie widocznego z daleka  świerka.  

Człowiek jest władcą świata, ale gdy spojrzałem na zdjęcie Krzyśka pod drzewem, stwierdziłem, że istota ludzka jest bardzo mała wobec wytworów natury.

Pod świerkiem zatrzymaliśmy się na kilka chwil.

To nie były ślady Krzyśka. Tędy, chyba rano, szło jakieś zwierzę. A to ciekawe, tropy pokazywały wyraźnie, że ono zatrzymało się na chwilę i zaznaczyło swój pobyt pod pniem świerka. My w tym miejscu również potwierdziliśmy naszą obecność. 

Przed nami roztaczał się widok na Rudawy Janowickie.

Rudawy Janowickie
Biuścik Bardotki był, jak na wyciągnięcie ręki 

Sokoliki w Rudawach Janowickich czyli Biuścik Bardotki

A my byliśmy w dwóch miejscach jednocześnie. Jak to możliwe? To proste, ale i skomplikowane. Różanka znajduje się w Górach Kaczawskich i jednocześnie wraz z Górami Ołowianymi jest objęta terenem Rudawskiego Parku Krajobrazowego.

Idziemy dalej, do szczytu Różanki jest jeszcze ładny kawałek drogi i czekają nowe widoki.

Rudawy Janowickie

Rudawy Janowickie




 
Wiejące w ostatnich dniach silne wiatry poczyniły znaczne szkody w lesie  porastającym Różankę. Ku naszej rozpaczy, droga na szczyt była usiana wiatrołomami. 


Nie tak dawno świerki stały dumnie, a teraz leżą obalone. Przykry widok.


W tym dniu nie mogliśmy wejść na szczyt Różanki.


Dostępu do skał na szczycie  wzniesienia zagradzały nam powalone drzewa i dotarcie do nich 


było niemożliwe. Może odwiedzimy je innym razem?

Od 1885 roku na zboczu Różanki istniała gospoda górska, przebudowana około 1903 roku

na schronisko. Obiekt był wielokrotnie rozbudowywany, a ostatecznego kształtu budynek nabrał w 1930 roku. Stał w miejscu, o którym hrabia Alexander von Humboldt, niemiecki podróżnik i przyrodnik mówił, że roztacza się z niego "jeden z najpiękniejszych widoków świata".
W maju 1945 roku schronisko zajęła "armia wyzwolicielska". Później obiekt został splądrowany, zdewastowany i podpalony. W nocy 23 marca 1946 roku okazałe schronisko odeszło w niebyt. 

Dawną drogą dojazdową do byłego schroniska na Różance zaczęliśmy schodzić do Radomierza.

Góry Kaczawskie - Grzbiet Południowy

Góry Kaczawskie - Grzbiet Południowy

Góry Kaczawskie - Grzbiet Południowy

Droga była względnie wygodna, ale zdziwiłem się gdy, Krzysiek próbował wspiąć się na brzeg skarpy i uparcie brnął w głębokim śniegu. Czego on tam szukał?


I dlaczego porzuciliśmy wygodną drogę, a przedzieramy się przez uschnięte badyle?


Hej, Krzysiek! Kto sobie drogę skraca, ten późno do domu wraca!

Krzysiek szukał najkrótszego dojścia do Gaika, a do niego nie było wygodnej drogi.


Niewielki kawałek bezdroża przeszliśmy po względnie  płaskim terenie, ale aby nie było zbyt monotonnie, ponownie w dół, a potem ostro pod górę - po stromej skarpie! 

Przełęcz Radomierska
Teraz, gdy przeszliśmy przez Przełęcz Redzińską, mogliśmy na innych spoglądać z góry.
Hej, hej, dokąd tak pędzicie? Zatrzymajcie się! Z naszego miejsca są lepsze widoki!

Różanka
Góry Ołowiane




Zapatrzyłem się nieco na Góry Ołowiane i ani się obejrzałem, a Krzysiek był już hen, wysoko  

na Grzbiecie Południowym Gór Kaczawskich. Co on z tamtego miejsca ogląda?
Dowiem się, gdy pójdę jego śladami. Nie mam innego wyjścia - ech, znowu pod górkę!

Góra Stożna, Połom, Miłek

Widok się zmieni, gdy przejdziemy kilkanaście kroków dalej. To jest uroda gór!

Folwarczna, Skopiec i Baraniec, Połom

A wystarczy przejść kilkanaście kroków w inną stronę i zobaczymy odmienny widok.

Połom


Krzysiek, gdy zobaczył kamienny słupek, sam siebie zapytał.


Czy to jest szczyt Gaika? Chyba dowiemy się kiedy indziej.
Wieczór się zbliża, wracamy do samochodu...

Dudziarz

Góry Ołowiane





A może jeszcze tam, chociaż na chwilkę, pójdziemy?

Dudziarz

Gdy zobaczyłem niesamowite kłębowisko zarośli krzyknąłem - Armagedon!


- Masz rację, prawdziwy Armagedon - potwierdził Krzysiek,

Dudziarz, Góra Stożna, Połom

- O, te zbocza Dudziarza warto są odwiedzenia - westchnął Krzysiek.  
- Ale ja może kiedyś to uczynię, teraz idziemy - dodał.

Biuścik Bardotki, Karkonosze

Zbocza Dudziarza są uroczym miejscem, z którego można podziwiać Góry Kaczawskie,
Rudawy Janowickie i pasmo Karkonoszy, a niekiedy da się dojrzeć Góry Izerskie.

Różanka, Biuścik Bardotki, Karkonosze

Dzień się kończył, gdy dochodziliśmy do Krzyśka samochodu.



Trasa naszej wędrówki nie była planowana, ale dzień był pełen niezapomnianych wrażeń.


Nasza włóczęga trwała dziesięć godzin i była pożegnaniem wspólnego sezonu 2017/2018.

Hej, Krzysiek!


Do następnej włóczęgi!

(…) chcę ci dać na drogę parę słów

Niech Cię wiedzie dobry wiatr,
wiedzie dobry wiatr...gdziekolwiek pojedziesz.
Nawet tak daleko gdzie kończy się świat,
w najdalszą dal.



Niech Cię wiedzie dobry wiatr...
Niechaj dobry wiatr za rękę Cię wiedzie...
Niech oddali każdy deszcz...
Niech oddali grad, wiatr...dobry wiatr...
Niech Cię wiedzie dobry wiatr,
po drogach...bezdrożach...
Niech Cię wiedzie dobry wiatr...
nim daleko stąd weźmie Cię świat.
Niech Cię wiedzie dobry wiatr przez lądy i morza.
Niech kołysze Cię do snu,
niech kołysze Cię.... wiatr.... dobry wiatr.
                                                                    Jacek Lech


*    *    *    *


15 komentarzy:

  1. Zaskoczyłeś mnie tym śniegiem, tak sobie pomyślałam: oho! na zachodzie spadł już śnieg:-) właściwie ucieszyłam się, że zima przed nami, będę trochę leniuchować, dużo czytać i robić małe wypady w teren; na razie jeszcze mnóstwo pracy w obejściu, trzeba przenieść suche drewno na taras, wilgotniejsze poskładać pod dachem, aby przeschło, no i w warzywniku trochę zajęć; mieliśmy dziś troszkę powędrować, ale są pilniejsze potrzeby, póki pogoda; ładne miejsca obstalowaliście sobie na postawienie domów, widokowe:-) nawiany śnieg potrafi sprawić niespodziankę, można zapaść się po pas:-) trasa wędrówki skojarzyła mi się z kotem, na lewo podniesiony ogon, na prawo tułów, łepek i łapki:-) góra Szubieniczna, Straconka, coś jest w tej nazwie, u nas jest Szybenica, tak bardziej z rusińska, ponoć wieszali tam łotrzyków; pozdrawiam serdecznie.
    P.s. Chyba będzie dziś ładny dzień po wczorajszym mglistym, niebo rozgwieżdżone, rześko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, ja lubię pozytywnie zaskakiwać innych. A wtedy odchodząca zima pokazała swój pazur. Dzisiaj sprawdzam swoją pamięć i z jej zakamarków wymiatam najpiękniejsze momenty tamtego dnia.

      Usuń
  2. Ja jak Maria, pomyślałam, że już zaczyna się zima i to bardzo ładna, Ty zachęcasz do optymizmu tym wspaniałym wspomnieniem i znakomitymi zdjęciami. Może w tych pandemicznych czasach natura nas nagrodzi wyjątkowo piękna zimą? taką jak na Twoich zdjęciach? Od kiedy zadomowiłam się w Polsce marzę a takiej naprawdę białej, bajkowej, ale coś niebo mi skąpi takich wrażeń, za którymi tęskniłam 40 lat. Jakieś chwile zimowe były, ale tylko chwile. Białe Boże Narodzenie...ehhh...
    Ciekawa jestem bardzo ile kilometrów tego dnia zrobiliście?

    Aleksander von Humboldt..to był niezwykły człowiek, i jeżeli stwierdził, że z Różanki rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków świata, to taka opinia
    wyszła z ust wielkiego znawcy piękna krajobrazów i przyrody. Aleksander von Humboldt spędził 16 miesięcy w Wenezueli, w 1799 i 1800 roku. I tam podobno piał z zachwytu nad tym co zobaczył, zwiedził kraj wszerz i wzdłuż i opisał dokładnie swoje wenezuelskie przygody, zresztą nie tylko wenezuelskie, w sumie spędził w Latynoameryce 5 lat. W Wenezueli pamiętają o nim, jest uniwersytet Humboldta w Caracas, znakomita szkoła podstawowa i średnia jego imienia, jeden z najpiękniejszych hoteli na szczycie góry Avila (2100mnpm) w Caracas nosi jego imię, planetariun w Caracas, Pico Humboldt w Andach 4940 mnpm ...i dużo więcej.
    Widze,że pandemia pozwala wracać do wspomnień, wróciłeś do wyprawy sprzed 3 lat, ja odgrzebuję moje wspomnienia z Drogi do Santiago, a było to 10 lat temu.
    Piękny post...Krzysiek pewnie się rozczulił czytając go. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo przeciwności losu, staram się być optymistą. I jeżeli po drodze trafiła się jakaś trudna chwila, to ja traktuję, jako nowe doświadczenie. Nigdy nie narzekam i Krzysiek wie o tym
      Na wsi się urodziłem, na wsi wychowałem i na wsi pracowałem. Chociaż później mieszkałem w mieście. I wspominam zimy, jak to mówisz, bajkowe. Popatrz, jak miło wspomina się ludzi, którzy pracowali w trudzie, ale jednocześnie byli wielkimi romantykami.

      Usuń
    2. Grażynko, zapomniałem, Ty pytałaś o przebyte kilometry. Istnieją mapy internetowe, za pomocą których, można wyliczyć swoją marszrutę. Na podstawie jednej z nich, gdy mierzyłem poszczególne odcinki naszej włóczęgi, dostałem odpowiedź o dwunastu kilometrach drogi w linii prostej. Do tego należy dodać podejścia i zejścia. A schodzenie, wbrew pozorom, niejednokrotnie nie jest błahą sprawą.

      Usuń
    3. !2 km! w rzeczywistoci wicej , zapadajc sie w niegu..nooo...macie kondycj!

      Usuń
    4. Krzysiek, to ma kondycję, ale on jest o parę wiosen młodszy.
      Oj, raz mój cicerone wyciągnął mnie na osiemnastokilometrową wędrówkę. Do samochodu dotarłem na ostatnich nogach. To był temat: Meandry Nysy Małej...

      Usuń
  3. Piękne wspomnienia. Czy zima będzie, czy będzie tak pięknie. Widoki przednie, jakże inne od wysokich tatr, czy nawet Karkonoszy. Podkreślające wolność swobodę, nie ważne trudy wędrówki, ważny jest ten widok przed oczyma. I być z kimś bliskim, z którym możesz dzielić się tym światem. Obyśmy wrócili na te nasze szlaki bliskie i te dalsze. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksandro, trafiłaś w samo sedno. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. W Górach Kaczawskich najlepsze jest to, że można swobodnie łazikować, gdzie oczy poniosą. W Karkonoszach trzeba trzymać się określonego szlaku. Przed wieloma laty, gdy dobrze poznałem Karkonosze, chodziłem różnymi drogami, ale trzeba było co jakiś czas zerkać do mapy. Zimą, gdy sypnęło śniegami, w niektórych miejscach to było niemożliwe.

      Usuń
  4. Mile mnie zaskoczyłeś, Janku! Niemal trzy lata minęło, myślałem, że już nie opublikujesz tych zdjęć.
    Przypomniałeś mi wiele chwil tamtego dnia. Najbardziej pamiętane chwile to nasz postój pod świerkami i Twoje przedzieranie się przez zaspę. Niewiele brakowało, a utknąłbyś w niej :-) Tak wtedy pomyślałem.
    Na Twoich zdjęciach śnieg ma żółty odcień, na moich niebieskawy. Zauważyłeś? Nie pamiętam, jaki był naprawdę.
    Faktycznie, sarny biegną! Jak tamtego dnia. Jak to zrobiłeś? :-)
    Wydaje mi się, że stojąc na miejscu wybranym pod budowę domu, jeśli spojrzy się w lewo, na sąsiednim grzbiecie zobaczy się lasek. To w nim innego dnia widzieliśmy rzadką roślinę, której nazwy jak zwykle zapomniałem…
    Mam drugie wysokie zdjęcie przy świerku. Pamiętasz pierwsze? Było zrobione na stromej ścieżce schodzącej z Żeleźniaka.
    Swoimi zdjęciami przypomniałeś mi chwile tamtego dnia, na przykład przeprawę przez gąszcz wiatrołomu na Różance.
    W Górach Kaczawskich można iść gdzie oczy poniosą, nie zważając na drogi. Faktycznie tak jest, a Ty nie raz zauważyłeś, że ja nierzadko w ogóle nie zwracam uwagi na drogę. Tamtego dnia też po prostu szliśmy. Lekko nie było, bo nie dość, że zaspy, to i spore różnice wysokości pokonywaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegnące sarny, to seria siedmiu zdjęć wykonanych w jednym cyklu. Oglądane jedne po drugim sprawiają wrażenie ruchu. Cos na podobieństwo filmu. Nasze oko posiada pewną bezwładność, gdy jedno zdjęcie zniknie z ekranu, jego obraz jakiś czas trwa w naszej świadomości i w tym samym czasie nakłada się na niego zdjęcie z sarnami w innej pozycji (tło pozostaje nieporuszone) i to daje złudzenie ich ruchu.
      Gdy byliśmy na pamiętnej wędrówce, wykonałem dwa zdjęcia Twojej osoby pod świerkiem. Pierwsze, gdy schodziliśmy z Żeleźniaka. Drugie, wykonane w czasie marszu w stronę Owczarka, jest o niebo lepsze. W serii zdjęć, które później skleiłem w panoramę pionową, zdołałem uchwycić czubek świerka. Mam do umieszczenia jeszcze jedno Twoje zdjęcie pod ogromną lipą na Dudziarzu. Pamiętam, później spotkaliśmy okazały egzemplarz lilii złotogłów. Piękny kwiat. Och, zobaczyć go w porze kwitnienia!

      Usuń
    2. O, lilia złotogłów!
      Nabrałem chęci na odwiedzenie tamtych miejsc. Na zboczach widocznych za wierzbowym zagajnikiem „Armagedon”, tych, o których wspomniałeś, nie byłem. Zaniedbanie, które trzeba naprawić.
      Ciekawy jestem zdjęcia z lipą i mną, a pionowa panorama z Żeleźniaka udała Ci się wyjątkowo. Na tym zdjęciu faktycznie widać właściwą skalę wielkości wysokiego drzewa i człowieka. Parę razy specjalnie zaglądałem do tamtego posta.
      Nie wiem, jak będzie z wędrówkami późnowiosennymi, ale w zimie mam nadzieję pójść z Tobą na szlak.

      Usuń
    3. Mówisz, że jeszcze pójdziemy? Mam nadzieję, ze tak.

      Usuń
  5. Trafiłam tu przypadkiem, ale to ogromna przyjemność. Wróciły wspomnienia, aż łza zakręciła się w oku. Gdy byłam dzieckiem, jeździłam w tamte okolice do Babci na wakacje (Prusice) i wiążą się z tym najszczęśliwsze chwile mojego dzieciństwa. Byłam tam ostatni raz chyba ze 30 lat temu. Ale chyba warto znów pojechać. Dziękuję....

    OdpowiedzUsuń