piątek, 21 sierpnia 2015

Bocianie fruwanie

      Wspomnienia szczęśliwych chwil dzieciństwa często wiążą się z zapachami, zauważyliście? Naukowcy tłumaczą, że pamięć zapachów jest najtrwalszą formą naszej pamięci, a to, co zapamiętujemy przez zmysł węchu, trafia do najstarszej części naszego mózgu, czyli węchomózgowia (to tzw. gadzi mózg - część tego organu, którą ewolucyjnie dzielimy z gadami!).

2011-06-11

      W ten spokojny czerwcowy dzień wybrałem się na łąki leżące między rezerwatami Ponikwa i Błyszcz.
Łąka, jak łąka. Jest wiele takich łąk. Nieraz tu bywałem, ale to miejsce w tym dniu miało dla mnie jakiś urok.


Na skraju łąki zobaczyłem krzaczek i zacząłem podchodzić do niego.
Szedłem powoli z lubością wchłaniając zapachy dosuszającej się skoszonej trawy, gdy gdzieś nad moją głową usłyszałem dźwięk - coś jak urywany ton fujarki. Ten głos przypomniał mi moje chwile z dzieciństwa, gdy w letnie wieczory wsłuchiwałem się w  gwizdki chłopców zganiających krowy z pastwisk Spojrzałem w  górę i zobaczyłem krążącego ptaka. To była kania ruda.


Dłuższy czas  przyglądałem się jej idąc z zadartą głową gdy nagle potknąłem się na jakiejś kępce i upadłem na kolana. Wtedy zorientowałem się, że klęczę przed upatrzonym wcześniej krzaczkiem. Tu chyba sobie posiedzę, pomyślałem. Jak wydumałem, tak też zrobiłem.



Po jakiejś chwili wśród traw wylądował bocian i zastygł w niemej pozie.


Niedługo potem obok niego pojawił się drugi ptak, który zaczął się przechadzać.  Stawiał spokojne, majestatyczne kroki, od czasu do czasu coś grzebał dziobem w trawie, gdy poprzedni tkwił prawie nieruchomo.


Różne są techniki łowów bocianów. Wbrew utartym opiniom, żaby wcale nie są głównym składnikiem pożywienia tych ptaków.
W górze ponownie odezwała się kania ruda, która majestatycznie zataczała koło, raz bliżej na tle nieba...


...to  trochę dalej na tle obłoków.


Widok był pełen uroku.

A na łące ptaki się rozdzieliły...





Jeden z nich wykonał śmieszne podskoki...



...poderwał się i pofrunął.






To samo uczynił drugi ptak...




Gdy jeszcze raz spojrzałem na kanię,...


... z mojej prawej strony usłyszałem szum...


...To odlatywał trzeci bociek, który był ukryty za zaroślami okalającymi łąkę.






Kajdany małżeńskie są tak ciężkie, że potrzeba dwóch osób, aby je udźwignąć. Ale...


...zdarza się, że w tym wysiłku pomaga ktoś trzeci.

W górze kani rudej już nie było, ale pojawił się myszołów


A po chwili już były dwa ptaki.



2011-06-15

Bociany nie pozwalają na bliskie podejście do nich. Poprzednie zdjęcia bocianów wykonałem gdy siedziałem za krzakiem. i byłem dla nich niewidoczny. Ptaki te nie boją się maszyn rolniczych pracujących na polu. Dlatego do podejścia do nich możemy wykorzystać spokojną jazdę samochodem. I tym sposobem wykonałem poniższe zdjęcia jadąc drogą polną obok rezerwatu Jezioro Koskowickie.








Odurzony zapachami skoszonej trawy zacząłem pisać ten temat. Nie ukończyłem go jednak w zaplanowanym terminie, gdyż na przeszkodzie stanęły mi złośliwości rzeczy martwych. Czasami tak bywa. Ale przeszkody są po to, aby je pokonywać.

Dobranoc,...


...miłych snów.


A głos kani rudej usłyszysz na youtube pod linkiem:

https://www.youtube.com/watch?v=Bcnh4btEVvw


*    *    *    *




wtorek, 2 czerwca 2015

Wolny jak ptak

Był piękny czerwcowy dzień
Szedłem skrajem łąki tuż obok sporego jeziora i niewielkiego bagienka. Poszukiwałem pewnego osobnika, który uparcie unikał spotkania ze mną. Wiedziałem tylko tyle, ze on tu gdzieś się ukrył. Ale gdzie?  Idę powoli, patrzę pod nogi. Trącana moimi butami nagrzana słońcem murawa wydaje przyjemny zapach. Lekki podmuch wiatru zaczął wesoło figlować w moich włosach. Od strony pola sąsiadującego z łąką dobiegł perlisty świergot skowronka. Gdzieś wewnątrz poczułem błogość i  ulgę. Ulgę podobną do tej, którą odczuwają barki, gdy zdejmuje się z nich plecak po długim marszu.  Myśli moje natychmiast uleciały w odległy o parę dziesiątków lat dzień zakończenia roku szkolnego w mojej szkole podstawowej.  Ech, zakończenie roku szkolnego. Człowiek czuł się w tym dniu wolnym i swobodnym. Ja miałem wtedy jeszcze dodatkowe dwa powody do radości, to były moje imieniny, a na dodatek pewna dziewczyna odwzajemniała moje zerkania w jej stronę. Wspomnienie o mej sympatii wracało do mnie bardzo często za czasów aktywności Julii Tymoszenko na Ukrainie. Moja szkolna koleżanka nosiła podobnie upięte włosy. Te jej jasne warkocze przywodziły mi wtedy na myśl kłosy dojrzałej pszenicy.

Dlaczego  dzisiaj dzień zakochanych obchodzony jest w zimnym i szarym lutowym czasie? Przecież nasi słowiańscy przodkowie świętowali dzień zakochanych w czarodziejską noc świętojańską. Ja stwierdzam, że powinniśmy powrócić do tego zwyczaju. Bo noc świętojańska to:
Koniec roku szkolnego, początek wakacji i laby. W tę noc świerszcze cykają namiętnie i świetliki ganiają jak oszalałe, siano pachnie upojnie i a magiczne migotanie tysiąca gwiazd dopełnia reszty... Chce się w taką noc kochać, chce się żyć...

Upływa szybko życie... To śpiewała odchodząca klasa kończąc uroczystości szkolne w tym dniu.
Upływa szybko życie... Dziwne, ale te same słowa nabrały dla mnie dzisiaj całkiem innego znaczenia. Od wspomnianego dnia upłynęło ponad pół wieku. A czas ten minął niby sfrunięcie ptaka.  Frrruu...
Głośniejsze drugie frrruu wyrwało mnie z zmyślenia. Mój palec naciska spust i posyła serię za sprawcami tego hałasu.
Parka kaczek krzyżówek zatoczyła koło nad bagienkiem i skierowała się w stronę jeziora. On dżentelmen swej damie udzielił pierwszeństwo.


W przyrodzie jest inaczej niż u ludzi, ona jest płcią brzydką. Dziwne to.

Ten widok przywiódł mi na myśl szarżę husarii. 


A tymczasem on majestatycznie płynął nad wodą


Kaczki przerwały mi moje wspomnienia, z dalszych poszukiwań chyba nici, więc poszedłem nad brzeg jeziorka, gdzie zacząłem się przyglądać figlom mew

-
Jedna z nich bezradnie rozglądała się dookoła.
Jeżeli mnie wzrok nie mylił, to przed chwilą miała kogoś przy sobie.

Przyglądałem się jej dłuższy czas i usłyszałem ściszony pełen gniewu głos.

- Dokąd znowu ten drań czmychnął? Przed chwilą jeszcze tu był.!

- O, to chyba on, gania za motorówką.  

Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem go, a nawet usłyszałem jego głos.

 - Dogonię ją czy nie, ale popróbować nie zaszkodzi.
   (Tak mówi do siebie też stary kogut goniący za młodą kurką) 

- Niestety, tym razem  nie dam rady, muszę sobie odpuścić.

 - Pora wracać.

Tylko gdzie ja ją u licha zostawiłem?

- Nie, to nie ona. 


- Oooo, tam jest!
- Co ja jej teraz powiem?


- Ty draniu, znowu ganiałeś za motorówką! Co ona ma takiego, czego nie mam ja?
- Ja tylko tak dla jaj - nie rób scen.


- O patrz, jaka wyśmienita dziś woda.
- Ty mi wodą głowy nie zawracaj, głodna jestem!

- I potrzebne mi to było?


Teraz muszę harować.

A łabędź, wzór wierności partnerskiej...

... odwrócił się na pięcie i odpłynął w swoją stronę. 

- Machnąć na to wszystko ręką - rzekła gęś.


Ręką, co ja plotę?  To chyba przez te myśli o mojej szkolnej pszenicznowłosej sympatii. 

Czy to prawda, czy sen?
Nie wiem, nie wiem.

Upływa szybko życie,
Jak potok płynie czas,
Za rok, za dzień, za chwilę,
Razem nie będzie nas. 

I nasze młode lata
Upłyną szybko w dal,
A w sercu pozostanie
Tęsknota, smutek, żal.

Więc póki młode lata,
Póki wiosenne dni
Niechże przynajmniej teraz
Nie płyną gorzkie łzy.

Choć pamięć o nas zginie,
Już za niedługi czas,
Niech piosnka w dal popłynie
Póki jesteśmy wraz.

A jeśli losów koło,
Złączy zerwaną nić,
Będziemy znów pospołu
Śpiewać, marzyć, śnić.

Więc kiedy dziś stajemy
Już u rozstaju dróg,
Idącym w świat z otuchą,
Niech błogosławi Bóg.


*    *    *    *



wtorek, 26 maja 2015

Tobie Mamo

 




Zawsze, kiedy tylko słowo mama słyszę,
widzę mojej rodzicielki spracowane ręce.
Wiedz Mamo, że do Ciebie dziś piszę,
te słowa: - za wszystko, - w podzięce.

Widzę dzisiaj, czego wtedy nie widziałem,
słyszę dzisiaj, czego wtedy nie słyszałem.
Przepraszam Mamo, że Cię nieraz zatroskałem,
Mamo, - uwierz mi, - ja tak nie chciałem.

Wiem Mamo, - chociaż czytać nie umiałaś,
ale to Ty wszystko lepiej wiedziałaś.
W dwa dni po moim Ojcu odeszłaś cichutko,
a myślałem, że będziesz jak zawsze, bliziutko.

Dzisiaj tam zapewne, na rozległej łące
podziwiasz kwiaty barwne, pachnące,
takie jak tutaj, które tak ukochałaś,
tak prosto, - jak tylko Ty umiałaś.

Pamiętam Twe Mamo spracowane ręce,
gdy na chlebie kreśliły znak krzyża.
Teraz za wszystko, w niemej podzięce
do Twych stóp się Mamo zniżam.

Jan Łęcki
 
 

 

poniedziałek, 25 maja 2015

Moje slajdy


Nie wiem,  co sprawia, że niektóre napotkane osoby oraz pewne zdarzenia,
w których braliśmy udział, dłużej pozostają w naszej pamięci.
Ba, nie tylko pozostają, one mogą być przyczynkiem do naszych dalszych działań.  

Wydarzyło się to wiele lat temu pod koniec sierpnia.
Szedłem do Urzędu Skarbowego ulicą "Panieńską" w Legnicy i zaciekawiła mnie grupka trzech ulicznych grajków. Byli to autentyczni ciemnoskórzy Peruwiańczycy odziani w oryginalne, egzotyczne stroje. Jeden z nich wygrywał tęskne melodie na Fletni Pana. Stanąłem i słuchałem, a on mi się przyglądał, może dlatego, że byłem opalony, z burzą (już wtedy) siwych włosów. Słuchałem, on grał, a ja miałem wówczas wrażenie, że gra tylko dla mnie. Kupiłem u niego jedną płytę, (nie miałem przy sobie więcej moniaków) i odszedłem.  Obejrzałem się jeszcze, Peruwiańczyk spojrzał na mnie i zaczął grać ponownie.

Po jakimś czasie straciłem pracę i wtedy dopadła mnie depresja. We mnie trwał bezwład i nic mnie nie cieszyło. Byłem w domu, chciałem iść na działkę, byłem na działce, chciałem wracać do domu. Beznadzieja. Lekarz skierował mnie na terapię. Pani psycholog, gdy dowiedziała się o moich zainteresowaniach fotografią zaleciła mi ich uporządkowanie. Jakoś tak bez przekonania zacząłem przeglądać zakamarki twardego dysku mojego komputera. Bezwiednie otwierałem i zamykałem zdjęcia. Już miałem zamiar wyłączyć komputer, gdy dłużej  zatrzymałem się przy widoku słońca wynurzającego się z mgły. Wtedy sięgnąłem po płytę kupioną u Peruwianczyka. Popłynęły melodie, a na ekranie przewijały się dawno zapomniane obrazki, powoli odżywały wspomnienia.

Grupowałem zdjęcia w zestawy, które wyszły gdzieś tam z mego wnętrza, sam nie wiem skąd. To była moja wyobraźnia, sam nie wiem, czym powodowana. Powstały dwie kolekcje bez konkretnych tytułów

Do pierwszego zestawu podłożyłem melodię: Don't cry for me Argentina.





Drugi zestaw oparłem o melodię: Time to say goodbye


 
Bardzo miła osoba prowadząca terapię zajęciową po obejrzeniu tych pokazów powiedziała mi, że w nich jest jakieś przesłanie. Następnie przekazała mi na płycie melodię i na jej podstawie powstał trzeci zestaw.



Gdy padł użytkowany przez kilkanaście lat mój komputer, przekopałem moje płyty i odnalazłem na nich swoje "dzieła". Obecnie w tych zestawach nic już zmienić nie mogę, a szkoda.
Jakość tych filmików nie jest najlepsza, ponieważ ich dawną formułę program ładujący je na blogera przekonwertował ich obraz w jakiś swój sposób.
Trudno, gdy nie mam tego, co lubię, to muszę polubić to, co mam.

*    *    *    *