czwartek, 19 lutego 2015

O MNIE

Strudzony wędrowcze, skoro jakieś nieznane wiatry zagnały Ciebie w te strony - zapraszam więc do przechadzki po moich ścieżkach. 
Ponieważ wszystko płynie - płyń i Ty. 
Drogi przybyszu, pozwól że użyję słów z dawnego przeboju: Niech Cię wiedzie dobry wiatr...


Urodziłem się 01 stycznia 1946 r w Gogołowicach na Dolnym Śląsku
Bardzo nie lubię:

- nudnych sporów polityków, które przywodzą mi na myśl brazyliskie seriale i tych    również nie oglądam,
- szpanerstwa, cynizmu i działania pod publikę,
- kolorowych tygodników - kto kogo, kto komu, kto z kim... 

Uwielbiam włóczyć się po nieużytkach, miedzach i wszelkiego rodzaju bezdrożach, gdzie mogę
chłonąć zapachy łąk, pól i nagrzanej słońcem ziemi. Nie szwendam się sam. Towarzyszem moich wędrówek jest lustrzanka Nikona, która pomaga mi podejrzeć to, co piszczy w trawie.
I z takich wypraw wracam z jakimś łupem. Nie wierzysz? To chodź ze mną.

Lubię bardzo kwiaty dziko rosnące. 





Popatrz na kwiatek po prwej stronie i policz jego płatki. Mowisz, że dziesięć?








To spójrz na te
Widzisz teraz, że płatków jest tylko pięć i są one głęboko powcinane, a tym samym mogą kazdego zmylić.










A ta niewielka roslinka to kurzyślad.
Wiesz dlaczego się tak nazywa?












Te roślinki służyły kiedyś do utrzymywania czystości.Wiesz jakim sposobem?








Motyle.

Na nazwie tego wiosennego motylka można


 połamać sobie język, a jest to:
zorzynek rzeżuchowiec.
Ja nazywam go dyktandowym motylkiem.
Zorzynek, ponieważ końce skrzydełek swoim ubarwieniem przypominają zorzę poranną, a rzezuchowiec  ponieważ gąsienice tego motyla pożywiają się rzeżuchą łąkową . Niestety, końcówki skrzydełek są szare.







Czerwończyk dukacik: po lewej samczyk, po prawej pani jego serca.












Czy wiesz, że poczwarkami niektórych modraszków opiekują się mrówki


To tylko z pozoru dwa różne gatunki motyli
To jest rusałka kratkowiec pokolenie wiosenne (po lewej) i pokolenie letnie.








 Kwiaty w lesie





 









Mam zamiar napisać parę słów o moich wrażeniach z gór

Karkonosze


Izerskie


Rudawy Janowickie


Kaczawskie




Jeszcze  napiszę o sobie i będą się pojawiać nowe posty ze zdjęciami.
Serdecznie zapraszam do obejrzenia moich zdjęć kwiatów, motyli ptaków i widoków, które się znajdują w galerii: Barwa i kształt w Ogrodniczce

A moje widokowe panoramy możesz obejrzeć  tutaj
(Panoramy można oglądać przesuwając ją strzałkami na klawiaturze: "w prawo", "w lewo")


*    *    *    *

7 komentarzy:

  1. Janie, napisz coś więcej, proszę, o roślinach pomagających w utrzymaniu czystości, o kwiatkach niby dziesięciopłatkowych i o tych od kurzych śladów, bo wzbudziłeś ciekawość i zamilkłeś:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te co pomagają w utrzymywaniu czystości to: mydlnica i żarnowiec miotlasty.
    Kurzyślad swą nazwę zawdzięcza unerwieniom lisków. które kształtem przypominają ślad kury na piasku..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej, Janku, nie zbędziesz mnie tak szybko:) Napisz, w jaki sposób te rośliny pomagają w czystości. Wywar do mycia się z nich robi, czy jak? A miotlasty dlatego, że miotły się z nich robiło?
    Masz sfotografowane te kurze ślady, czyli liście? Mógłbyś coś zamieścić tutaj...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, jesteś Krzysztof Dociekliwy. Ja często tez tak mam. Ale bywają chwile, że zostawiam cos na później (niech się przegryzie).

    Tak dawniej gdy nie znano mydła z mydlnicy sporządzano wywar, który się wyśmienicie pieni, i prano w nim koronki oraz jedwabie. Pamiętam, ze w okresie kryzysu , (gdy brakowało nawet mydła) w jakiejś gazecie czytałem o wykorzystaniu mydlnicy do celów higienicznych.

    Żarnowiec miotlasty - nazwa (drugi człon) mówi wszystko. Z jego łodyg bardzo szybko można sporządzić miotłę bardzo elastyczną. Wykonanie miotły brzozowej trwa trochę dłużej, gdyż należy odpowiednio przepołowić witki tego pięknego drzewa.
    Osobiście znam osobę, która do wykonania mioteł wykorzystywała jednocześnie witki brzozowe i gałązki żarnowca miotlastego (pół na pół). Taka miotła była trwała i bardzo elastyczna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, Janku.
    Z dzieciństwa pamiętam własnoręcznie wykonane miotły sprzedawane na targach, ale o mydlnicy nie wiedziałem, chociaż nie raz przychodziła mi do głowy myśl o sposobach prania w dawnych czasach.
    Wiesz, Janku, gdy wspomnę wiele obrazów z dzieciństwa, uświadamiam sobie, jaki już jestem stary, bo obrazy te wydają się odległe o setki lat, z zupełnie innej epoki, zupełnie już niezrozumiałej dla młodych ludzi. Nie tylko miotlarze odeszli, ale i ci, co chodzili od domu do domu z nożną szlifierką na plecach i ostrzyli ludziom noże i siekiery. Pamiętasz takich? Mnie, chłopaka zafascynowanego wojskiem, najbardziej ciekawił granat, jaki każdy z nich miał przypięty do swojego warsztatu. Zdaje się, że używali go jako pojemnik na wodę do chłodzenia ostrzy, ale dlaczego akurat ciężką skorupę granatu – nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty, Krzysztof stary? To niemożliwe. Gdy śledzę Twoje wpisy, mam wrażenie ,że jesteś facetem w sile wieku. Ale wiem dobrze, o czym mówisz. Upływ czasu ma ogromne znaczenie. I zmienia się w nas poczucie czasu. Niejednokrotnie brakuje nam dnia na wykonanie czegoś. Gdy wspominam młodość, to mam wrażenie, że dzień mi się wtedy dłużył. Nie mogłem się wtedy doczekać dorosłości. Tak, masz rację, obrazy z dzieciństwa wracają do nas często i wydają się one nieproporcjonalnie coraz bardziej odległe. Nie zapomniałem szlifierzy, oni ostrzyli rownież piły i nożyczki, lecz niestety skorupy granatu nie pamiętam. Taaak, upływ czasu...

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja cierpliwie poczekam na wrażenia z Gór Izerskich moich ukochanych ;)

    OdpowiedzUsuń